Reklama

Reklama

Skandal na królewskim dworze. Były władca Belgii ma nieślubną córkę

Delphine Boël przez lata walczyła o prawdę o swojej tożsamości. Dopiero abdykacja króla Belgów Alberta II sprawiła, że mogła dochodzić swoich racji w sądzie. W 2013 roku pozwała byłego monarchę i zmusiła do poddania się testowi DNA.

Delphine Boël jest córką belgijskiej arystokratki, baronowej Sybille de Selys Longchamps. Jak informuje BBC, jej matka zdradziła w telewizji, że z królem Albertem II Koburgieim łączył ją wieloletni romans, który miał trwać od roku 1966 do 1984. Wówczas Albert był żonatym księciem Liège, a na tronie zasiadał jego brat. Sytuacja zmieniła się w 1993 roku. Król Baldwin I zmarł bezpotomnie w wyniku ataku serca, a korona przeszła w ręce Alberta. W 2013 roku król abdykował z powodu słabego zdrowia.

51-letnia dziś Delphine Boël w 2005 roku po raz pierwszy oświadczyła publicznie, że uważa iż jest owocem romansu swojej matki i króla. Jak podkreśla "Daily Mail", zdecydowała się mówić po tym, jak w 1999 roku ukazała się nieautoryzowana biografia belgijskiej królowej Paoli. Po jej premierze w Belgii zaczęły krążyć plotki o pozamałżeńskim dziecku króla - informuje "The New York Times". Po abdykacji Albert II utracił immunitet, a Delphine Boël zdecydowała się go pozwać i zmusić do uznania ojcostwa.

Reklama

Prawnik Boël: Biologiczny ojciec brutalnie ją odrzucił

Jak informuje BBC, prawnik kobiety Marc Uyttendaele powiedział telewizji RTL, że: "Jej życie było długim koszmarem z powodu poszukiwania tożsamości. Miała biologicznego ojca, który brutalnie ją odrzucił, gdy sprawa o uznanie ojcostwa ujrzała światło dzienne". Dodał, że kobieta rozpoczęła batalię sądową po to, aby jej dzieci nie musiały dźwigać tego ciężaru i by zakończyło się jej społeczne wykluczenie.  

Dopiero brukselski sąd zmusił Alberta II do poddania się badaniu DNA. Sędzia zagroził, że za każdy dzień zwłoki będzie musiał zapłacić 5 tys. euro. Gdy monarcha dostarczył materiał do analizy, okazało się, że twierdzenia Delphine Boël były prawdziwe.    

"Jego Wysokość Król Albert II zapoznał się z wynikami testu DNA (...). Wnioski naukowe wskazują, że jest biologicznym ojcem pani Delphine Boël" - czytamy w oświadczeniu, jakie wydał po upublicznieniu wyników testu prawnik króla Alain Berenboom. "Chociaż istnieją argumenty i zastrzeżenia prawne uzasadniające, że ojcostwo prawne niekoniecznie oznacza ojcostwo biologiczne, a zastosowana procedura wydaje się dyskusyjna, król Albert postanowił nie wykorzystywać tych argumentów i skończyć z honorem i godnością tę bolesną procedurę" - stwierdził pełnomocnik.

Jak pisze "The New York Times", prawnik Delphine Boël zdradził, że czuje się ona zraniona przez to jak zimne było oświadczenie króla. "Postawa, jaką przyjął wczoraj Albert II nie zapowiada otwartości na dialog pomiędzy nim i jego córką. Ona jest na to otwarta, choć bez wielkich nadziei" - dodał.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje