Reklama

Reklama

Sikorski solidaryzuje się z Francuzami w związku z zamachem

Szef MSZ Radosław Sikorski przekazał podczas swojej wizyty w Paryżu wyrazy solidarności z Francją, ze społeczeństwem żydowskim oraz z Izraelem w związku z atakiem terrorystycznym, do którego doszło w tym kraju kilka dni temu.

Podczas konferencji z szefem polskiej dyplomacji francuski minister spraw zagranicznych Alain Juppe poinformował, że nie było żadnych uchybień w śledztwie dotyczącym tej sprawy. Dodał jednocześnie, że jeśli okaże się, że takowe były, to trzeba je wyjaśnić.

Reklama

Zwrócił uwagę, że na miejscu był minister spraw wewnętrznych Francji Claude Gueant. Juppe mówił, że służby zaoferowały zamachowcy wszelkie możliwości, by mógł się oddać w ręce policji. "Niestety uparł się i to doprowadziło do tego, do czego doszło" - stwierdził francuski minister.

Podejrzany o siedmiokrotne zabójstwo na południu Francji zginął po skoku z okna swojego mieszkania w Tuluzie, które od środy rano było otoczone przez policję - poinformował w czwartek francuski minister spraw wewnętrznych Claude Gueant.

Jak poinformowano, po godz. 11 do mieszkania zamachowca na parterze pięciokondygnacyjnego budynku wkroczyła policja. Słychać było intensywną wymianę ognia, w tym strzały z broni automatycznej.

23-letni Mohamed Merah, Francuz pochodzenia algierskiego, przez kilka godzin nie utrzymywał kontaktu z policją. Zaczął strzelać do funkcjonariuszy, gdy ci w środę przypuścili szturm na dom podejrzanego, ale później starał się negocjować, mówiąc, że podda się i nie chce umierać.

Merah przyznał się do zabójstwa trzech żołnierzy pochodzenia maghrebskiego w Tuluzie i pobliskim Montauban 11 i 15 marca oraz do zastrzelenia w poniedziałek 30-letniego nauczyciela i trojga dzieci przed szkołą żydowską w Tuluzie. Twierdzi, że zawsze działał sam - podała w środę paryska prokuratura.

Jak poinformowano, Merah deklarował, że nie żałuje tego, co zrobił, a jedynie tego, że nie zabił większej liczby osób. Podczas rozmów z policjantami szczycił się tym, że upokorzył Francję.

Merah mówił też, że jest mudżahedinem i należy do Al-Kaidy. Zabójstwa miały być zemstą za śmierć palestyńskich dzieci w konflikcie izraelsko-palestyńskim oraz odwetem na francuskiej armii za udział w zagranicznych interwencjach.

Pojawiły się także doniesienia o pobycie podejrzanego w więzieniu w Kandaharze, na południu Afganistanu, uznawanym za bastion talibów, ale jego adwokat i przedstawiciel tamtejszych władz zdementowali te informacje. Merah był także przedstawiany jako wyznawca radykalnych odmian islamu.

Jak podał bliskowschodni think tank MEMRI, cytowany przez agencję Reuters, Merah mógł należeć do organizacji Fursan Al-Izza (Forsane Alizza), francuskiej komórki Al-Kaidy, której członkowie dążą do wprowadzenia szariatu w krajach zachodnich.

Oblężenie domu, w którym zabarykadował się mężczyzna, rozpoczęło się w środę przed świtem. Na miejsce sprowadzono nawet matkę Meraha, w nadziei, że pomoże w negocjacjach; ta jednak odmówiła tłumacząc, że nie ma wpływu na syna.

Prezydent Nicolas Sarkozy w oświadczeniu określił zabójstwa, których dopuścił się Merah, jako zamachy terrorystyczne i zapowiedział ściganie osób odwiedzających strony propagujące islamski ekstremizm.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne