Reklama

Reklama

Sankcje USA wobec Rosji. Kreml zapowiada adekwatną odpowiedź

Moskwa krytykuje nowe sankcje Stanów Zjednoczonych wobec Rosji i ma nadzieję na ich zniesienie przez nową administrację Donalda Trumpa. Obiecuje też adekwatną odpowiedź.

Stany Zjednoczone wydalają 35 rosyjskich dyplomatów z placówek w Waszyngtonie i San Francisco. Według Waszyngtonu, jest to odpowiedź na kampanię nękania amerykańskich dyplomatów w Moskwie i próby ingerencji w wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych.

Reklama

Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow zapowiedział, że odpowiedź Rosji na nowe amerykańskie sankcje będzie na zasadzie wzajemności. Zwrócił uwagę, że prezydent Władimir Putin "obiecał, że reakcja Rosji uczyni poważny dyskomfort stronie amerykańskiej".

"Histeria sankcji"

Z kolei Konstantin Dołgow z rosyjskiego MSZ powiedział, że wszelkie antyrosyjskie sankcje są pozbawione perspektyw i szkodliwe. Według niego, "histeria sankcji" - jak to określił - pokazuje całkowity brak orientacji w otoczeniu ze strony ustępującej administracji prezydenta Stanów Zjednoczonych. Zdaniem Dołgowa, takie jednostronne kroki mają na celu zaszkodzenie dwustronnym stosunkom i utrudnienie ich odbudowy w przyszłości.

Dmitrij Nowikow - wiceszef komitetu do spraw międzynarodowych rosyjskiej Dumy - izby niższej parlamentu - powiedział, że problemy, które może stworzyć obecnie administracja prezydenta Baracka Obamy, nie są nie do pokonania. Według rosyjskiego deputowanego, "jeśli będzie dobra wola, administracja przyszłego prezydenta Donalda Trumpa może prędzej czy później je uregulować".

72 godziny na opuszczenie USA

Prezydent USA Barack Obama oświadczył, że sankcje przeciwko Rosji są "niezbędną i adekwatną odpowiedzią" na naruszenie międzynarodowych norm postępowania. Dodał, że sankcje są wymierzone głównie w rosyjskie służby wywiadowcze.

Dyplomaci dostali 72 godziny na opuszczenie terytorium Stanów Zjednoczonych. Każdy z nich został uznany za persona non grata. Reuters zwraca uwagę, że prezydent Obama nazwał te osoby "funkcjonariuszami wywiadu". Amerykańska administracja odmówiła ujawnienia tożsamości dyplomatów, którzy będą musieli opuścić USA, ale Reuters podaje, iż uważa się, że w grupie tej nie ma ambasadora Rosji w Waszyngtonie Siergieja Kislaka.

Podał, że sankcje objęły także dziewięć podmiotów, w tym Federalną Służbę Bezpieczeństwa (FSB) i Główny Zarząd Wywiadowczy Sztabu Generalnego (GRU).

Poinformował, że Departament Stanu zamyka dwa rosyjskie obiekty w stanach Maryland i Nowy Jork. Według agencji TASS chodzi o kompleksy, w których mieszkają dyplomaci z Rosji.

Zlecenie najwyższych władz Rosji?

Obama wezwał także sojuszników do przeciwstawienia się wysiłkom Rosji w celu "ingerowania w proces demokratyczny".

Prezydent podkreślił także, że amerykańscy dyplomaci doświadczali w ciągu minionego roku "niedopuszczalnego nękania" w Moskwie ze strony rosyjskich służb bezpieczeństwa i policji. Ostrzegł, że Stany Zjednoczone będą w dalszym ciągu podejmować przeciwko Rosji kroki, w wybranym przez siebie czasie i miejscu, a niektóre z tych działań nie będą jawne.

Obama powtórzył też to, o czym mówił dziennikarzom, zapowiadając wprowadzenie sankcji - że kradzież danych i ujawnianie informacji mogły być zlecone przez najwyższe władze Rosji.

Poinformował, że raport jego administracji o działaniach Rosji obliczonych na wpłynięcie na wybory prezydenckie w USA zostanie przekazany do Kongresu w najbliższych dniach.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje