Reklama

Reklama

Rumuni protestowali przeciwko rządowi, korupcji i podatkom

Tysiące ludzi demonstrowały w niedzielę w Bukareszcie i innych rumuńskich miastach przeciwko przyjęciu przez rząd kontrowersyjnej reformy podatkowej obniżającej zarobki, projektowi ustawy dotyczącej niezawisłości systemu sprawiedliwości i korupcji.

Manifestacje odbyły się oprócz stolicy w Braszowie, Timisoarze (Temeszwar), Kluż-Napoka, Jassach, Sybinie i Konstancy.

Reklama

W Bukareszcie, gdzie demonstrowało - według różnych źródeł - od 15 do 25 tys. ludzi, doszło do przepychanek z policją. Protestujący dęli w gwizdki, oskarżali rządzącą Partię Socjaldemokratyczną (PSD) o chęć osłabienia walki z korupcją. "Sprawiedliwości, nie korupcji!", "Do dymisji" i "Nie uciekniecie" - głosiły hasła przyniesione pod siedzibę rządu, skąd protestujący udali się w stronę parlamentu.

Około 40 ugrupowań i dwa związki zawodowe, które zwołały manifestacje, oświadczyły w komunikacie, że "nad Rumunią przejęła kontrolę mafia polityczna".

Na początku miesiąca rząd Rumunii przyjął reformę podatkową, która według krytyków może spowodować obniżenie wynagrodzeń nawet o 20 proc. Reforma w styczniu wejdzie w życie.

Demonstrowano przeciwko przepisom, które przerzucają z pracodawców na pracowników koszt ubezpieczeń społecznych.

Protesty wzbudził też projekt reformy systemu sprawiedliwości, nad którym obecnie debatuje parlament i który jest krytykowany przez Unię Europejską. Dotyczy on zmniejszenia kompetencji Prokuratury Antykorupcyjnej (DNA) i kontroli Najwyższej Rady Sądownictwa.

We wtorek Rumuńska Prokuratura Antykorupcyjna (DNA) zamroziła majątek osobisty szefa rządzącej PSD Liviu Dragnei, który jest także przewodniczącym niższej izby parlamentu, Izby Deputowanych.

13 listopada prokuratura postawiła mu zarzut sprzeniewierzenia przed laty pieniędzy z UE. Według DNA stworzył on "grupę przestępczą", z której pomocą sprzeniewierzył subwencje UE w wysokości (w przeliczeniu) 20,6 mln euro. Śledztwo w tej sprawie wszczęto na podstawie zawiadomienia Europejskiego Urzędu ds. Zwalczania Nadużyć Finansowych (OLAF) z 30 września 2016 roku.

"Prokuratorzy zajęli mienie ruchome i nieruchomości Dragnei (...) o wartości 127,5 milionów lei (32,25 miliona dolarów)" - napisano w oświadczeniu DNA.

Prokuratura zarzuca Dragnei, że kiedy w latach 2002-2009 był szefem administracji okręgu Teleorman na południu kraju, nielegalnie - nadużywając urzędu i wykorzystując poufne informacje - zapewnił kontrolowanej przez siebie firmie Tel Drum dwa dotowane przez UE zlecenia na naprawę dróg, a zawyżone rachunki za realizację tych zleceń naraziły państwo rumuńskie na stratę w wysokości 31,3 miliona lei (6,8 mln euro). Miał on też wraz z innymi ośmioma osobami spiskować, aby poprzez pośredników przejąć "kontrolę nad firmą Tel Drum".

Dragnea nie przyznaje się do winy i nie zamierza, wbrew apelom partii opozycyjnych, zrezygnować z funkcji przewodniczącego Izby Deputowanych.

Z kolei w kwietniu 2016 roku Dragnea, którego partia wygrała wybory parlamentarne osiem miesięcy później, został skazany za oszustwa wyborcze na dwa lata w zawieszeniu. Wyrok uniemożliwił mu objęcie urzędu premiera, ale według politologów nieformalnie kontroluje on rząd i jest uważany za najbardziej wpływowego polityka w Rumunii.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje