Reklama

Reklama

Rosyjskie MSZ: Zatrzymani w Mińsku dziennikarze nie mieli akredytacji

Zatrzymani w Mińsku dziennikarze niezależnej rosyjskiej telewizji Dożd nie mieli akredytacji - powiedziała w niedzielę 9 sierpnia rzeczniczka MSZ Rosji Maria Zacharowa. Zapewniła, że ambasada Rosji w Mińsku kontaktuje się ze stroną białoruską w sprawie zatrzymanych.

Zacharowa powiedziała też, że ustalono miejsce, gdzie dziennikarze się znajdują. Wymieniła jeden z posterunków milicji w Mińsku.

Tymczasem redaktor naczelny TV Dożd Tichon Dziadko powiedział, że dokumenty niezbędne do akredytacji stacja ta złożyła w MSZ Białorusi jeszcze w połowie czerwca. "Nasi korespondenci pracowali w Mińsku i czekali, aż akredytacja zostanie potwierdzona" - wyjaśnił.

Reklama

Zobacz też: Dziwne okoliczności zatrzymania dziennikarzy w mińsku

Za brak akredytacji deportowani zostali wcześniej z Mińska dziennikarze telewizji Nastojaszczeje Wriemia, związanej z Radiem Swoboda (rosyjską redakcją Radia Wolna Europa/Radia Swoboda). Kilkudziesięciu dziennikarzy zagranicznych oczekuje na akredytację na Białorusi - podała rosyjska redakcja BBC News.

Według BBC nie może się w tej sprawie spotkać odpowiednia komisja w MSZ Białorusi, oficjalnie - z powodu pandemii koronawirusa.

Zatrzymani dziennikarze TV Dożd to korespondenci: Władimir Romienski i Wasilij Połonski oraz operator Nikołaj Antipow.

Na Białorusi trwają w niedzielę wybory prezydenckie, poprzedzone masowymi protestami przeciwko prezydentowi Alaksandrowi Łukaszence. Swiatłana Cichanouska jest najważniejszą wśród kandydatów rywalką Łukaszenki, który po raz piąty ubiega się o reelekcję.

Z Moskwy Anna Wróbel

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje