Reklama

Reklama

Rosyjskie ćwiczenia na cele w Szwecji

Grupa rosyjskich samolotów w tym dwa strategiczne bombowce mogące przenosić broń jądrową, ćwiczyła nad Bałtykiem nocne ataki na cele będące najważniejszymi obiektami w szwedzkiej obronie.

Wiadomość tę przynosi dziś jeden z dwóch najważniejszych szwedzkich dzienników "Svenska Dagbladet".

Reklama

Incydent miał miejsce w Wielką Sobotę i nie spowodował żadnej reakcji szwedzkiej strony. Powodem był brak pilotów, którzy mieli wolny świąteczny dzień oraz samolotów gotowych do startu.

Jedynie NATO wysłało w powietrze swoje maszyny, by obserwowały ćwiczenia i zaznaczyły swą obecność. Były to dwa duńskie F-16 uczestniczące w akcji nadzoru przestrzeni powietrznej nad Państwami Bałtyckimi, w której też bierze udział lotnictwo polskie.

Dziennik wyraża zaskoczenie tą sytuacją. Zgodnie z dotychczasową praktyką w Szwecji, powinny stale dyżurować samoloty bojowe na wypadek różnych incydentów, np. konieczności udzielenia wsparcia samolotom cywilnym.

Tymczasem jak przyznał generał dywizji Anders Silwer z dowództwa sil zbrojnych, w Szwecji takiej stałej gotowości nie ma.

Dziennik w związku z tym przypomina, że lotnictwo szwedzkie dysponujące jeszcze w latach 80. 20 dywizjonami lotniczymi obecnie ma ich 4.

Dwa z nich, jak stwierdziła niedawno kontrola parlamentarna, nie nadają się do akcji z braku personelu i sprzętu.

"Svenska Dagbladet" cytuje minister obrony Karin Enstroem, która na jednej z konferencji w styczniu tego roku mówiła: "polityka bezpieczeństwa, obrony i przeciwdziałania sytuacjom kryzysowym oznacza, że cały czas, całą dobę, jesteśmy przygotowani na to, że może się wydarzyć coś nieprzewidzianego".

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje