Reklama

Reklama

Rosyjski senator: Słowa Putina mocno dotknęły Warszawę

Warszawa poczuła się zraniona słowami Władimira Putina – uważa rosyjski senator Aleksiej Puszkow. To kolejny głos w toczącej się od kilku dni dyskusji, wywołanej i wielokrotnie powtarzanej przez prezydenta Rosji, o przedwojennej historii Polski.

"Słowa Putina o polskim ambasadorze antysemicie, który obiecał wznieść pomnik Hitlera, mocno dotknęły Warszawę. Powód: nie chcą uznać tej części swojej historii, a Polska jest przedstawiana jako niewinna i bezgrzeszna ofiara Berlina i Moskwy. Jednak jej historia świadczy o zupełnie czymś innym" - napisał Puszkow na Twitterze.

Reklama

Przypomnijmy, rosyjski prezydent nazwał polskiego przedwojennego ambasadora w Niemczech Józefa Lipskiego "łajdakiem i antysemicką świnią", a jego oskarżenia o współdziałanie Polski z Hitlerem i przyczynienie się do wybuchu drugiej wojny światowej oraz do Holokaustu były również komentowane w zachodniej prasie.

Niemiecki dziennik "Frankfurter Allgemeine Zeitung" uznał je za "nieadekwatne i nieprzyzwoite". FAZ pisał m.in., że powodem ataków Putina jest rezolucja Parlamentu Europejskiego z 19 września tego roku, która dotyczyła znaczenia europejskiej świadomości historycznej dla przyszłości Europy. Potępiono w niej m.in. wszelkie formy propagowania totalitarnych ideologii, takich jak narodowy socjalizm i stalinizm. W uchwale skrytykowano też władze Rosji za relatywizowanie paktu Ribbentrop-Mołotow.

Ambasador pilnie wezwany

W ostatni piątek, w związku z wypowiedziami Putina, do Ministerstwa Spraw Zagranicznych został pilnie wezwany ambasador Rosji w Polsce Siergiej Andriejew.

Jak mówił potem wiceszef MSZ Marcin Przydacz, strona polska z oburzeniem przyjęła wypowiedzi prezydenta Rosji, dlatego "po kilku innych reakcjach, także poprzez noty protestacyjne, postanowiono wezwać rosyjskiego ambasadora, by przedstawić mu oficjalny sprzeciw wobec tego typu twierdzeń, szkalujących polską historię, insynuujących wydarzenia, które nie miały miejsca i które godzą w dobre imię Polski i Polaków, szczególnie tych poległych na frontach II wojny światowej".

Jego zdaniem, "na potrzeby wewnętrzne podkręcana jest ta fałszywa narracja historyczna, na którą my się w oczywisty sposób nie możemy zgodzić. W związku z tym reagujemy i będziemy reagować za każdym razem, kiedy polskie imię będzie szkalowane" - powiedział Przydacz.

W ostatnim czasie doszło do kilku wystąpień prezydenta Władimira Putina dotyczących kwestii wybuchu II wojny światowej. Powtarzał w nich opinię, że przyczyną tego nie był pakt Ribbentrop-Mołotow, ale porozumienie z Monachium w 1938 roku.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL