Reklama

Reklama

Rosyjski lekarz: W testach Aleksieja Nawalnego nie stwierdzono śladów trucizny

Zastępca naczelnego lekarza szpitala w Omsku Anatolij Kaliniczenko, na którego powołuje się m.in. AFP, twierdzi, że w testach Aleksieja Nawalnego nie wykryto śladów trucizny. Według wstępnej diagnozy u Nawalnego wystąpiło naruszenie metabolizmu, które mogło zostać wywołane raptownym spadkiem poziomu cukru we krwi. "Ślady substancji, o której mówili jego współpracownicy, nie zostały wykryte w jego organizmie, a na skórze i ubraniu. Chodzi o zwykłą chemiczną substancję przemysłową" - przekazał natomiast lekarz naczelny szpitala, w którym przebywa opozycjonista.

- W krwi i moczu nie wykryto trucizny, nie ma śladu jej obecności - zaznaczał Kaliniczenko, zwracając się do dziennikarzy. - Diagnoza "zatrucie" na pewno pozostaje w naszej świadomości, ale nie uważamy, aby pacjent został otruty - powiedział lekarz.

Reklama

- Mamy powikłania, stany, w których on teraz się znajduje i które mieszczą się w pełni w strukturze postawionej przez nas diagnozy - przekazał Kaliniczenko.

Stan Nawalnego określił jako "niestabilny".

"Naruszenie metabolizmu"

- Diagnoza, do której się teraz najbardziej skłaniamy, to naruszenie równowagi węglowodanów, to jest naruszenie metabolizmu. Może być to skutek raptownego spadku cukru we krwi, co spowodowało utratę przytomności - powiedział lekarz naczelny szpitala w Omsku Aleksandr Murachowski. 

Dodał, że po konsultacjach z innymi lekarzami uznał, że nie można pozwolić na przetransportowanie pacjenta samolotem do innego szpitala.

Znaleziono "zwykłą substancję chemiczną"

Lekarz naczelny szpitala w Omsku przekazał również, że ślady substancji, o której mówili współpracownicy Aleksieja Nawalnego, nie zostały wykryte w jego organizmie, a na skórze i ubraniu. Jak powiedział, chodzi o zwykłą chemiczną substancję przemysłową. 

- Przeprowadziliśmy wiele badań. Jest to zwykła chemiczna substancja przemysłowa, która używana jest np. w plastikowych kubkach - mówił Aleksandr Murachowski. Jego wypowiedź przekazały służby prasowe wydziału zdrowia we władzach obwodu omskiego.

- Składnik ten nie został znaleziony w krwi, ani w innym materiale biologicznym, lecz na skórze chorego czy odzieży - zaznaczał. 

Sztab powołuje się na policję

Wcześniej współpracownik Nawalnego, Iwan Żdanow, informował dziennikarzy, że przedstawicielka policji transportowej powiedziała głównemu lekarzowi szpitala w Omsku, iż zidentyfikowano truciznę, groźną nie tylko dla Nawalnego, ale i dla otoczenia.

Jak dodała rzeczniczka Nawalnego Kira Jarmysz, nazwy trucizny nie podano, powołując się na tajemnicę śledztwa. "Lekarze nie reagują na tę informację" - pisała na Twitterze. 

Wypił tylko herbatę

O tym, że Aleksiej Nawalny trafił do szpitala poinformowała w czwartek rano w mediach społecznościowych właśnie jego rzeczniczka.

"Dziś rano Nawalny wracał do Moskwy z Tomska. W trakcie lotu poczuł się źle. Samolot pilnie lądował w Omsku. Aleksiej doznał zatrucia toksynami" - poinformowała. Później dodała, że Nawalny jest nieprzytomny.

Zdaniem rzeczniczki powodem mogła być substancja dodana do herbaty. "Przypuszczamy, że Aleksiej został otruty czymś domieszanym do herbaty. Tylko ją pił od rana. Lekarze mówią, że toksyny szybciej się przedostały poprzez gorący płyn" - napisała Jarmysz. 

Herbatę polityk wypił w kawiarni na lotnisku w Tomsku.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje