Reklama

Reklama

Rosja: W Holandii pokazano, jak Europa ocenia ukraińską politykę

Premier Rosji Dmitrij Miedwiediew ocenił w czwartek, że wyniki referendum w Holandii w sprawie umowy stowarzyszeniowej UE-Ukraina są wskaźnikiem stosunku Europejczyków do ukraińskiego systemu politycznego. Wpis takiej treści Miedwiediew opublikował na Twitterze.

To pierwszy oficjalny komentarz przedstawiciela władz Rosji na temat wyników referendum, w którym Holendrzy opowiedzieli się przeciwko umowie UE-Ukraina.

Komentarze w rosyjskiej prasie

Reklama

Rządowa "Rossijskaja Gazieta" podkreśliła w czwartek, że "większość Holendrów wątpi, czy integracja Ukrainy z UE przyniesie korzyść Holandii i całej Europie". Dziennik pisze o "korupcyjnym bagnie" na Ukrainie i dodaje, że Holendrów niepokoi perspektywa przepadania w nim pieniędzy holenderskich podatników.

Ocenia też, że stanowisko wyrażone przez parlamenty krajów UE, które "w większości wypadków praktycznie jednomyślnie" zatwierdziły umowę, "okazało się bardzo dalekie od nastrojów samych Europejczyków".

"Moskowskij Komsomolec" opublikował w czwartek reportaż z Hagi poświęcony referendum. Korespondentka dziennika opisując kampanię informacyjną na temat Ukrainy w holenderskich mediach ocenia: "Holendrzy nie są głupi i już denerwuje ich naciskanie na ich współczucie i rosnąca agresja wobec Rosji".

Zagraniczne media o wynikach referendum

"Der Spiegel" ocenił, że wynik referendum w Holandii jest "podwójnym policzkiem" dla Unii Europejskiej, będąc równocześnie sukcesem prezydenta Rosji Władimira Putina oraz zwolenników szybkiego rozpadu Wspólnoty.

Przedmiotem referendum w Holandii była "nie jakaś tam zwykła umowa o wolnym handlu, lecz traktat, który doprowadził do wybuchu ludowego powstania na Ukrainie w listopadzie 2013 roku", a następnie do obalenia prezydenta Wiktora Janukowycza, aneksji Krymu przez Rosję i rosyjskiej interwencji we wschodniej Ukrainie - pisze brukselski korespondent "Spiegla" Markus Becker.

Dla UE wynik głosowania jest "podwójnym policzkiem"; nie wiemy tylko, "czy skutkiem będzie podbite oko czy też złamana szczęka" - pisze Becker.

Z kolei jeden z komentatorów brytyjskiego "Financial Times" napisał, że referendum, w którym Holendrzy opowiedzieli się przeciwko umowie stowarzyszeniowej UE-Ukraina należy traktować nie tylko jako "nie" dla zbliżenia z Kijowem, ale także jako wyraz dezaprobaty dla samej Unii.

Tony Barber uważa, że wynik referendum pokazuje "stopień społecznego niezadowolenia z jakości demokracji i odpowiedzialności w UE". Publicysta "FT" podkreśla, że "niezadowolenie z UE zakorzeniło się w jednym z sześciu państw założycielskich". Wskazuje, że podobne nastroje zaczynają panować we Francji i we Włoszech.

Komentator argumentuje, że na środowe referendum należy spojrzeć także pod kątem czerwcowego głosowania w Wielkiej Brytanii.

Referendum jest ważne

Według wstępnych wyników, ogłoszonych w nocy ze środy na czwartek, przeciwko umowie z Ukrainą głosowało 61 proc. uczestników plebiscytu, a poparło ją 38 proc. Referendum jest ważne, bo frekwencja przekroczyła 30 proc. Premier Holandii Mark Rutte powiedział w środę, że jego rząd może ponownie rozważyć kwestie ratyfikowania umowy stowarzyszeniowej z Ukrainą.

Holandia jest jedynym unijnym państwem, które nie ratyfikowało dotąd umowy o zacieśnieniu współpracy gospodarczej i politycznej UE z Ukrainą, co sprawia, że porozumienie to obowiązuje wciąż tylko prowizorycznie. Holenderski rząd już je podpisał, uzyskując na to zgodę obu izb parlamentu.

Mimo niewiążącego charakteru głosowania premier Holandii Mark Rutte oświadczył w środę wieczorem, że nie zignoruje wyniku, a jego rząd może ponownie rozważyć kwestię ratyfikowania umowy stowarzyszeniowej Unii Europejskiej z Ukrainą.

Z Moskwy Anna Wróbel 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama