Reklama

Reklama

„Rosja realizuje współcześnie koncepcje paktu Ribbentrop-Mołotow”

Rosja realizuje współcześnie koncepcje paktu Ribbentrop-Mołotow, a swe działania na Ukrainie uzasadnia podobnie jak Związek Sowiecki wkraczający do Polski w 1939 r. - ocenił amerykański historyk Timothy Snyder w środę w Parlamencie Europejskim w Brukseli.

Historyk wygłosił wykład na konferencji pt. "Wojna i Pokój", zorganizowanej przez frakcję centroprawicowej Europejskiej Partii Ludowej w PE w związku z 70. rocznicą zakończenia II wojny światowej. Wskazał, że istnieje sprzeczność pomiędzy tym, że w Rosji tak wielką wagę przywiązuje się do świętowania rocznicy zakończenia II wojny światowej, a tym, że w ubiegłym roku prezydent Władimir Putin "zrehabilitował" pakt Ribbentrop-Mołotow, czyli podpisany 23 sierpnia 1939 r. pakt o nieagresji między ZSRR a III Rzeszą, z tajnym protokołem przewidującym rozbiór Polski.

Reklama

Jak podkreślił historyk, jest oczywiste, że Rosja i Rosjanie w decydującym stopniu przyczynili się do zakończenia II wojny światowej 70 lat temu, a straty i cierpienie po stronie rosyjskiej wielokrotnie przewyższały cierpienia w większości krajów Zachodu.

Przypomniał jednak, że Związek Sowiecki "był po obu stronach wojny", a fakt ten rodzi pytania, także o rosyjskie obchody rocznicy zakończenia wojny.

- W ubiegłym roku, w 75. rocznicę podpisania paktu Ribbentrop-Mołotow, czyli sojuszu pomiędzy nazistowskimi Niemcami a Związkiem Sowieckim, prezydent Putin zrehabilitował pakt - wskazał Snyder. Jak przypomniał, na ubiegłorocznym spotkaniu z młodymi historykami Putin ocenił, że w podpisaniu paktu nie było nic złego.

Stąd - dodał Snyder - rodzi się ważne pytanie o to, jak pogodzić "świętowanie rocznicy pokonania nazistowskich Niemiec z jednoczesnym popieraniem sojuszu z nazistowskimi Niemcami".

- Rehabilitacja paktu Ribbentrop-Mołotow oznacza rehabilitację początku II wojny światowej, inwazji na wschodnie tereny Polski, aneksji Estonii, Łotwy i Litwy, deportacji około pół miliona mieszkańców tych krajów oraz masakry w Katyniu - powiedział amerykański historyk.

W jego opinii współcześnie Rosja wprowadza w praktyce koncepcje, jakie kryły się za paktem Ribbentrop-Mołotow. "Federacja Rosyjska popiera skrajną prawicę w krajach UE, separatyzm i wszystkie siły w UE, które są przeciwko integracji europejskiej. To współczesna realizacja paktu Ribbentrop-Mołotow. Koncepcją paktu Ribbentrop-Mołotow - która wówczas, w 1939 r., zawiodła - było to, by skrajną prawicę, czyli nazistowskie Niemcy, skierować przeciwko Wielkiej Brytanii i Francji, przeciwko europejskiemu porządkowi. Dziś chodzi o skierowanie europejskiej skrajnej prawicy i populistów przeciwko UE" - ocenił Snyder.

- Nie twierdzę, że Rosja jest faszystowskim krajem, bo tak nie jest. Ale pewne aspekty faszystowskiej tradycji są bardziej widoczne w Rosji niż gdzie indziej, np. parady wojskowe, kult jednego przywódcy, obsesja wymierzona w homoseksualizm, kierowanie się logiką etniczną w polityce zagranicznej, umniejszanie wagi porządku międzynarodowego - dodał historyk.

Jego zdaniem w dyskursie historycznym w Rosji często "eksportuje się odpowiedzialność" za to, co złego uczynili Rosjanie, w tym za współudział w Holokauście, na inne narodowości, zamieszkujące dawny Związek Sowiecki: na Estończyków, Litwinów, Łotyszy oraz Ukraińców. To zaś - dodał - ma konsekwencje również dziś, bo stwarza usprawiedliwienie dla agresji na sąsiada.

Według Snydera w sprawie konfliktu na Ukrainie Rosja używa podobnych argumentów jak ZSRR w 1939 r., gdy dokonał inwazji na Polskę. Gdy Armia Czerwona przekroczyła polską granicę 17 września 1939 r., argumentowano, że chroni ona mniejszości etniczne i ludność rosyjskojęzyczną, a polskie państwo de facto przestało istnieć - wskazał historyk.

Jego zdaniem nieobecność większości europejskich przywódców na obchodach 70. rocznicy zakończenia II wojny światowej w Moskwie nie powinna być tylko odosobnioną reakcją na postawę Rosji i wojnę na Ukrainie, ale powinna skłonić UE do głębszej refleksji nad europejską historią II wojny światowej. Dziś nie ma jednego wspólnego miejsca europejskiego, gdzie przywódcy mogliby pojechać w rocznicę zakończenia wojny, zamiast na Plac Czerwony - zauważył Snyder.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy