Reklama

Reklama

Rosja idzie na wojnę dyplomatyczną z USA

Rosja idzie na wojnę dyplomatyczną ze Stanami Zjednoczonymi - ostrzegają rosyjscy komentatorzy. Rosyjskie MSZ ogłosiło, że od 1 sierpnia amerykańska ambasada w Moskwie traci prawo do użytkowania części nieruchomości, w tym rezydencji w luksusowym rejonie Sieriebriannyj Bor oraz magazynów na ulicy Dorożnej. Natomiast do 1 września personel amerykańskich placówek dyplomatycznych w Rosji ma zostać zredukowany do 455 osób. Według nieoficjalnych źródeł może chodzić o liczbę od 150 do 200 pracowników.

Restrykcje Moskwy są odwetem za przygotowane przez amerykański Kongres ustawy zaostrzające sankcje wobec Rosji. Jednocześnie mają być odpowiedzią na wydalenie ze Stanów Zjednoczonych 35 rosyjskich dyplomatów i odebranie Rosji dwóch ośrodków wypoczynkowych w stanach Nowy Jork i Maryland.

Reklama

- Decyzja rosyjskiego MSZ była skonsultowana z prezydentem Rosji - poinformował rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow.

Dzień wcześniej Władimir Putin zapowiedział, że Moskwa odpowie na działania Waszyngtonu, bowiem nie można - jak mówił - nieustannie znosić chamstwa. Tymczasem rosyjscy komentatorzy, z którymi rozmawiał dziennik "Wiedomosti" ostrzegają, że amerykańskie sankcje i rosyjskie restrykcje grożą "wojną dyplomatyczną" między Moskwą i Waszyngtonem.

Z kolei politolog Aleksiej Muchin w rozmowie z "Moskiewskim Komsomolcem" zauważył, że to dopiero początek rosyjski restrykcji wobec Stanów Zjednoczonych. Natomiast ekspert Andriej Kolesnikow cytowany przez agencję informacyjną RBK stwierdził, że ponieważ możliwości Moskwy są ograniczone, to jej działania mogą być nieprzewidywalne i dotkliwe.

Jednocześnie dodał, że wszystko wskazuje, iż rosyjskie władze przestały robić sobie nadzieje na poprawę stosunków z USA za rządów Donalda Trumpa.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama