Reklama

Reklama

Represje wobec Białorusinów. Jest deklaracja Michała Dworczyka

- Domagamy się zaprzestania represji politycznych na Białorusi. Dopóki one trwają, każda represjonowana osoba może liczyć na wparcie państwa polskiego - zadeklarował w sobotę (5 września) szef KPRM Michał Dworczyk na konferencji w Warszawie wspólnej z członkinią białoruskiej opozycyjnej Rady Koordynacyjnej Wolhą Kawalkawą.

W sobotę po południu członkini białoruskiej opozycyjnej Rady Koordynacyjnej Wolha Kawalkawa wzięła udział w Warszawie w konferencji prasowej wraz z szefem KPRM Michałem Dworczykiem. W nocy z piątku na sobotę przekroczyła ona granicę z Polską. Kawalkawa na konferencji apelowała do Białorusinów, by nie kończyli protestów.

Reklama

Dworczyk poinformował, że Kawalkawa, która została skazana na kilkunastodniowy areszt, "dzisiaj w nocy, w okolicznościach dramatycznych przekroczyła granicę z Polską".

- Domagamy się od władz białoruskich jako rząd RP zaprzestania represji politycznych. Protestujemy przeciwko wszelkim represjom wymierzonym w przedstawicieli społeczeństwa obywatelskiego, w szczególności w Radę Koordynacyjną - oświadczył szef KPRM.

- Chcemy, żeby Białoruś była krajem suwerennym, wolnym i niepodległym, w którym każdy może wyrażać swoje przekonania bez narażenia na jakiekolwiek konsekwencje. Dopóki tak nie będzie, (...) - zgodnie z decyzja premiera Mateusza Morawickiego - każda osoba, która została poddana represjom politycznym na Białorusi, może liczyć na wsparcie i opiekę państwa polskiego - zapewnił. Przypomniał, że dotychczas ponad 100 osób wyraziło chęć pozostania w Polsce.

Dworczyk podkreślił, że "niedopuszczalne jest wyrzucanie własnych obywateli ze względu na poglądy czy przekonania polityczne za granicę". - Taki los spotkał Swietłanę Cichanouską, arcybiskupa (Tadeusza) Kondrusiewicza, który nie mógł wrócić na Białoruś, dzisiaj taki los również spotkał Wolhę Kawalkawą. Protestujemy przeciwko tym metodom działania - powiedział szef KPRM.

Głos zabrała Kawalkawa

Głos zabrała także Kawalkawa, która dziękowała stronie polskiej i wszystkim którzy pomogli ją uwolnić. "Jestem na wolności, ale niestety poza granicami Białorusi (...) Wszystko co się działo w ostatnich tygodniach i dniach uważam za tortury. Otrzymałam wiele pogróżek, że zostanę za kratami bardzo długo" - podkreśliła białoruska opozycjonistka.

25 sierpnia Kawalkawa i inny członek Rady Koordynacyjnej Siarhiej Dyleuski zostali skazani na 10 dni aresztu za organizowanie nielegalnych zgromadzeń. W miniony czwartek zostali skazani na kolejne 15 dni aresztu.

Kawalkawa relacjonowała, że gdy źle się poczuła do jej celi w areszcie śledczym, w którym była przetrzymywana, "wezwano nie lekarzy, a przedstawicieli organów siłowych". Jak mówiła, przyszli przedstawiciel KGB i ministerstwa spraw wewnętrznych i oświadczyli, że jeśli się nie zgodzi na wyjazd z kraju, to czekają ją kolejne "długie areszty". - Zagrozili, zaproponowali - czy wyjeżdżam z kraju, czy zostaję w więzieniu na bardzo długo - powiedziała Kawalkawa.

Jak mówiła, przedstawiciele KGB dali jej nakrycie głowy i maskę, i wywieźli z aresztu samochodem, w którym musiała leżeć na podłodze; nie wiedziała dokąd ją wiozą, później okazało się, że to przejście graniczne z Polską Kuźnica Białostocka-Bruzgi. Relacjonowała, że i po stronie białoruskiej przeszła długą kontrolę, następnie została zostawiona w pasie ziemi niczyjej, skąd na prośbę polskich strażników granicznych, zabrał ją kierowca busa relacji Mińsk-Warszawa. Kierowca ten, jak przyznała, poznał ją, choć jest Polakiem.

Gdy znalazła się na granicy, relacjonowała opozycjonistka, jakaś pani znalazła jej wizytówkę polskiego ambasadora w Mińsku Artura Michalskiego. Kawalkawa zadzwoniła do niego w nocy i dzięki jego pomocy znalazła się w Warszawie.

Kawalkawa podkreślała, że na Białorusi w wyniku protestów prowadzonych po sierpniowych wyborach prezydenckich jest bardzo wielu więźniów politycznych. - Musimy domagać się uwolnienia wszystkich więźniów politycznych zatrzymanych na Białorusi. Musimy uwolnić nasz kraj od gwałtu i represji - oświadczyła. - Nie możemy tego procesu zahamować, bo już zrobiliśmy bardzo dużo - przekonywała.

Mówiła, że bardzo złą praktyką władz białoruskich jest niewpuszczanie obywateli tego kraju do ojczyzny. - Władza nie może wywieźć i pozostawić za drzwiami całego białoruskiego narodu, bo nie ma innego narodu niż ten który jest - przekonywała.

Zapewniała, że nadal będzie działać politycznie i zamierza wrócić na Białoruś. Podkreślała, że domaga się uwolnienia wszystkich więźniów politycznych na Białorusi i pociągnięcia do odpowiedzialności odpowiedzialnych za tortury i zbrodnie.

- Białoruski naród jest suwerenem, mamy prawo być wybranymi na urzędy, a także wybierać sobie władze - mówiła. - Nikt nie może być represjonowany za swoje przekonania, ponieważ to jest jedno z podstawowych praw człowieka - przekonywała.

Działania władz Białorusi świadczą jej zdaniem nie o ich sile, ale o ich słabości. Natomiast siła narodu białoruskiego jest w jedności, więc wszyscy protestujący powinni się zjednoczyć, podobnie jak strajkujący robotnicy, z kolei Rada Koordynacyjna powinna współpracować ze związkami zawodowymi. "Apeluję do wszystkich Białorusinów, aby kontynuowali protest i nie kończyli swojej działalności" - powiedziała. "My jesteśmy większością i my zwyciężymy" - dodała Kawalkawa.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje