Reklama

Reklama

Rebelianci wciąż atakują w Jemeni

Rebelianci Huti nadal atakują w Jemenie po dwóch tygodniach ofensywy powietrznej arabskiej koalicji na ich pozycje. Twierdzą, że od początku ofensywy zginęło około tysiąca osób, a liczba rannych wyniosła 15 000. Głównym celem ataków rebeliantów jest nadal Aden.

Ruch Hutich ogłosił w czwartek, że jego oddziały zdobyły miasto Atak, stolicę prowincji Szabwa. Jeśli informacja potwierdzi się, będzie to oznaczało, że rebelianci, którzy od miesiąca kontrolują siedem prowincji Jemenu oraz stolicę, Sanę, opanowali także pierwszą stolicę regionu na południu kraju.

Reklama

Dwa statki wyczarterowane przez Międzynarodowy Komitet Czerwonego Krzyża i organizację Lekarze bez Granic zdołały zawinąć w środę do portu w Adenie z ładunkami zaopatrzenia medycznego dla szpitali, które wobec ogromnej liczby rannych odczuwają już brak leków i opatrunków. Są jednak wielkie problemy z dostarczeniem pomocy szpitalom w miastach w głębi Jemenu, chociaż strony konfliktu wystawiają przedstawicielom Czerwonego Krzyża dokumenty niezbędne do poruszania się w kraju ogarniętym wojną.

Na razie nie udaje się znaleźć przewoźników powietrznych skłonnych do angażowania się w loty do pustoszonego wojną Jemenu.

Rzecznik Hutich twierdzi, że wskutek ataków powietrznych koalicji pod przewodem Arabii Saudyjskiej całkowitemu lub częściowemu zniszczeniu uległo w Jemenie ponad tysiąc domów.

Rzecznik koalicji arabskiej Ahmed al-Asiri na konferencji prasowej w Rijadzie oskarżył w czwartek szyickich rebeliantów o to, że magazynują broń w prywatnych domach.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje