Reklama

Reklama

Putin: Nikomu nie wolno pozwalać na łamanie prawa

Prezydent Władimir Putin ostrzegł w czwartek, że jeśli komuś pozwoli się na łamanie prawa, to Rosja może stanąć w obliczu takich samych problemów, jak te, z którymi zetknęła się w 1917 roku.

Putin oświadczył też, że w jego kraju nikt nie jest wtrącany do więzień za poglądy polityczne. Obiecał również, że Rosja nigdy nie wróci do takich praktyk.

Reklama

Prezydent mówił o tym podczas Rosyjskiego Zgromadzenia Literackiego, które zebrało się w czwartek w Moskwie, aby omówić problemy współczesnej rosyjskiej poezji, prozy i dramaturgii, a także kwestie nauczania rosyjskiej literatury i jej promocji w świecie.

Inicjatorami forum byli potomkowie klasyków rosyjskiej literatury - Fiodora Dostojewskiego, Aleksandra Puszkina, Michaiła Lermontowa, Lwa Tołstoja, Borysa Pasternaka, Michaiła Szołochowa i Aleksandra Sołżenicyna. W zgromadzeniu uczestniczyło około 500 pisarzy, poetów, publicystów, wydawców, literaturoznawców, tłumaczy, nauczycieli literatury, bibliotekarzy, pracowników muzeów i twórców teatralnych.

- Wszyscy musimy nauczyć się żyć w poszanowaniu prawa i zrozumieć, że jeśli komuś pozwoli się na łamanie prawa - zrywanie pagonów policjantom i bicie ich po twarzy - to możemy stanąć w obliczu takich samych problemów, jak te, z którymi zetknęliśmy się w 1917 roku. Czy ktoś tego chce? - oznajmił Putin, zapytany, czy zostaną ułaskawieni opozycjoniści aresztowani w maju 2012 roku w Moskwie w czasie demonstracji przeciwko jego powrotowi na Kreml.

Prezydent zauważył, że w Rosji nikt nie jest wtrącany do więzień za poglądy polityczne. - U nas nikt nie wyłapuje i nie wsadza za myśli, pozycję życiową czy poglądy polityczne. Nigdy do tego nie dopuścimy. Nigdy nie wrócimy to tej strasznej przeszłości, w której prześladowano (Andrieja) Siniawskiego czy (Borysa) Pasternaka - powiedział.

Putin odniósł się także do sprawy aktywistów międzynarodowej organizacji ekologicznej Greenpeace, aresztowanych w Rosji po akcji protestacyjnej na Morzu Barentsa. W jego ocenie, stworzyli oni zagrożenie dla osób pracujących na platformie wiertniczej koncernu paliwowego Gazprom.

"Gdy ktoś wdrapuje się na platformę, powstaje nadzwyczajna sytuacja, w której operator może popełnić błąd, a nawet serię błędów. Oprócz tego, pod wodą pracowali wtedy nurkowie. Ich życie rzeczywiście było w niebezpieczeństwie" - wyjaśnił prezydent, dodając, że niektórzy uczestnicy akcji atakowali interweniujących pograniczników.

Putin podkreślił, że ekolodzy z Greenpeace'u zajmują się szczytnym dziełem, jednak nie powinni byli wdrapywać się na platformę.

Kilku znanych pisarzy nie przyjęło zaproszenia do udziału w zgromadzeniu z powodu uczestnictwa w nim Putina. Borys Akunin oświadczył, że nie będzie przebywać w jednym pomieszczeniu z prezydentem dopóty, dopóki w Rosji są więźniowie polityczni.

Wśród skazanych z pobudek politycznych pisarz wymienił uczestników zeszłorocznych demonstracji przeciwko powrotowi Putina na Kreml, członkinie punkrockowej grupy Pussy Riot Nadieżdę Tołokonnikową i Marię Alochinę, skazane w sierpniu 2012 roku na dwa lata łagru za wykonanie antyputinowskiego utworu w moskiewskim Soborze Chrystusa Zbawiciela, a także krytyka Kremla, byłego prezesa koncernu naftowego Jukos Michaiła Chodorkowskiego.

Z kolei Eduard Limonow oznajmił, że konstruktywny dialog między pisarzami i władzą nie jest nikomu potrzebny. - Uważam, że intelektualiści w Rosji powinni być w opozycji wobec władzy, a nie leżeć u jej nóg - powiedział.

Na spotkanie nie przyszedł również Dmitrij Bykow, który poinformował, że ma w tym czasie wykład w Petersburgu. Pisarz wyznał jednak, że ma sceptyczny stosunek do takich imprez. Wyraził też pogląd, że do stworzenia warunków do normalnego dialogu ze społeczeństwem niezbędne jest uwolnienie więźniów politycznych, w tym uczestników ubiegłorocznych wystąpień w Moskwie przeciwko Putinowi.

Dowiedz się więcej na temat: Władimir Putin

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje