Reklama

Reklama

Przewodnicząca Izby Reprezentantów: Trump nie pozostawił nam wyboru

Przewodnicząca Izby Reprezentantów Nancy Pelosi uznała w środę, że prezydent USA Donald Trump "nie pozostawił wyboru" w kwestii impeachmentu. Podczas trwającej w tej izbie debaty nad zarzutami wobec niego demokraci atakują prezydenta, a republikanie konsekwentnie go bronią.

Do głosowań nad dwoma artykułami impeachmentu dojdzie prawdopodobnie w trakcie wiecu wyborczego Trumpa w Michigan, który rozpocznie się o godz. 1 w nocy w czwartek czasu polskiego. W związku z przewagą demokratów w Izbie postawienie prezydenta w stan oskarżenia uważane jest za formalność.

"To tragiczne"

Reklama

Artykuły przegłosowała w piątek komisja sprawiedliwości Izby Reprezentantów. Zarzuca się w nich prezydentowi nadużycie władzy oraz utrudnianie pracy Kongresu USA. W centrum debaty na temat impeachmentu znajduje się tzw. afera ukraińska.

"Wizja naszych ojców założycieli jest zagrożona przez działania w Białym Domu" - powiedziała ubrana na czarno Pelosi, otwierając środową debatę na temat impeachmentu Trumpa. Dodała, że kongresmeni zebrali się, by "bronić demokracji".

"To tragiczne, że niebezpieczne działania prezydenta spowodowały, że impeachment jest konieczny. Nie pozostawił nam wyboru" - stwierdziła.

Partyjne podziały

Debata w Izbie po raz kolejny przebiega wzdłuż partyjnych podziałów. Demokraci zarzucają prezydentowi złamanie prawa i oskarżają o nadużycie władzy. Republikanie konsekwentnie bronią Trumpa i oskarżają demokratów, że ich działania motywowane są polityką oraz nienawiścią wobec Trumpa.

W jednym z barwniejszych wystąpień republikański kongresmen Barry Loudermilk użył biblijnego porównania, by zobrazować nieuczciwe - w jego ocenie - traktowanie Trumpa przez demokratów.

"Zanim weźmiecie udział w tym historycznym głosowaniu, na tydzień przed Świętami Bożego Narodzenia, chcę, abyście o tym pamiętali: kiedy Jezus został fałszywie oskarżony o zdradę, Poncjusz Piłat dał mu możliwość zmierzenia się ze swoimi oskarżycielami" - mówił.

Przewodniczący komisji sprawiedliwości Jerrold Nadler odpowiedział, że prezydentowi zezwolono na złożenie zeznań czy wysłanie swoich przedstawicieli do Kongresu, ale odmówił współpracy.

Potem Senat

Aby postawić prezydenta przed sądem Kongresu, zarzuty sformułowane i przyjęte przez komisję sprawiedliwości muszą zostać zatwierdzone zwykłą większością głosów w całej Izbie Reprezentantów.

Po Izbie Reprezentantów o losach prezydenta - zgodnie z procedurą - decydować będzie Senat. Do usunięcia szefa państwa z urzędu potrzeba 67 głosów w 100-osobowej izbie wyższej. Przewagę mają w niej jednak republikanie, co oznacza, że szansa na pozbawienie Trumpa urzędu jest minimalna.

Z Waszyngtonu Mateusz Obremski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy