Reklama

Reklama

"Przegląd": Porzucone dzieci ONZ

Co najmniej 265 haitańskich dzieci zostało porzuconych przez członków misji pokojowych ONZ, którzy za grosze współżyli z ich matkami.

Marie miała 14 lat i była uczennicą szkoły katolickiej. Poznała brazylijskiego żołnierza z misji pokojowej ONZ na Haiti. Szybko doszło do seksu. Kiedy powiedziała mu, że jest w ciąży, obiecał jej pomoc i natychmiast wrócił do Brazylii. Kontaktu z nim nie udało się już nawiązać. Tymczasem Marie została wyrzucona z domu. Zamieszkała u siostry. Dziś jej syn ma cztery lata. Za godzinę swojej pracy otrzymuje 25 gourde’ów (0,24 euro), co wystarcza jej tylko na jedzenie dla obojga. Brakuje na opłatę za mieszkanie i naukę dziecka.

Reklama

Nie jest to przypadek odosobniony. Przeprowadzone przez dziennikarzy śledztwa wykazały, że wiele 11-letnich dziewcząt zostało zgwałconych przez żołnierzy niebieskich hełmów i zostawionych na pastwę losu, bo gdy dowiadywali się o ciąży, byli odwoływani do kraju.

Misja Stabilizacyjna Organizacji Narodów Zjednoczonych na Haiti (MINUSTAH), prowadzona w latach 2004-2017, pierwotnie miała na celu współpracę z instytucjami lokalnymi, by ustabilizować sytuację w kraju zdominowanym przez przestępczość zorganizowaną. Z powodu klęsk żywiołowych: trzęsienia ziemi w 2010 r. i huraganu Matthew w 2016 r., jej mandat został przedłużony. Po 13 latach MINUSTAH ustąpiła miejsca MINUJUSTH, Misji na rzecz Wsparcia Wymiaru Sprawiedliwości na Haiti. Personel wojskowy i cywilny był wielokrotnie oskarżany o nadużycia seksualne, gwałty i przyczynianie się do samobójstw. Sama ONZ przyznała, że niebieskie hełmy sprowadziły przypadkowo do Haiti cholerę. Zachorowało na nią ponad 800 tys. mieszkańców, z czego ok. 10 tys. zmarło. Media informowały, że członkowie personelu ONZ proponowali dziewczynkom żywność i drobne kwoty w zamian za seks. Udało się ustalić, że 134 żołnierzy ze Sri Lanki w latach 2004-2007 wykorzystywało seksualnie dziewięć dziewczynek dostarczonych im przez grupę przestępczą. W wyniku publikacji Associated Press 114 żołnierzy odesłano z powrotem na Sri Lankę, ale żaden z nich nie został oskarżony ani osądzony.

O dzieciach urodzonych przez kobiety ze związku z cudzoziemcem z misji Haitańczycy mówią pogardliwie "mały MINUSTAH". Według czasopisma "International Peacekeeping" - ojcami są żołnierze lub personel z Urugwaju, Brazylii, Chile, Argentyny, Nepalu, Sri Lanki, Kanady, Jordanii i Boliwii. Najwięcej przypadków dotyczy Urugwaju (28,3 proc.) i Brazylii (21,9 proc.).

Kluczowym powodem wykorzystywania seksualnego miejscowych kobiet i dziewcząt jest ubóstwo. Żołnierze ONZ mają dostęp do pieniędzy i produktów, o których lokalna ludność może tylko marzyć. Nie dotyczy to jedynie Haiti. Podobnie było np. w Demokratycznej Republice Konga. Urzędnicy ONZ przyznają, że istnienie nierówności społecznych i gospodarczych oraz nieudolność władz mogą sprzyjać utrzymywaniu relacji seksualnych między personelem misji a kobietami w miejscach operacji, choć teoretycznie ONZ ich zakazuje. Informacje zebrane przez zespół Sabine Lee - profesorki historii współczesnej z Uniwersytetu Birmingham - i Susan Bartels z kliniki Uniwersytetu Queen’s w Ontario prowadzą do wniosku, że taki zakaz jest zupełnie nieskuteczny. Niebieskie hełmy są bezkarne.

Ciągle brakuje mechanizmów, które umożliwiłyby ofiarom nadużyć seksualnych i ich dzieciom dostęp do pomocy materialnej. Porzucone przez żołnierzy kobiety wychowują dzieci z tych związków w ekstremalnej biedzie. Tylko niektóre mogą liczyć na pomoc rodziny. Prywatna oświata jest dla ich dzieci nieosiągalna, a publiczna prawie niedostępna.

W styczniu 2018 r. haitańskie Bureau des Avocats Internationaux (BAI), w imieniu dziesięciorga dzieci, złożyło pozwy do sądów kilku krajów, obciążając ojcostwem żołnierzy i personel ONZ oraz żądając pomocy materialnej. Ponieważ nie było odzewu, rok później BAI wysłało list otwarty do Jane Connors, kierującej oenzetowskim Biurem ds. Obrony Praw Ofiar. Ta, na prośbę o współpracę, odpowiedziała odmownie. Postawa Biura Narodów Zjednoczonych ds. Obrony Praw Ofiar wskazuje, że zajmuje się ono raczej ukrywaniem sprawców przestępstw i ludzkich tragedii niż pomocą ofiarom.

Lech Miodek 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne