Reklama

Reklama

Protesty w Rosji. Kreml: Uczestniczy w nich mniej ludzi, niż głosuje na Putina

Zdaniem rzecznika Kremla, Dmitrija Pieskowa, w demonstracjach w obronie Aleksieja Nawalnego, które dzień wcześniej odbyły się w Rosji, uczestniczyło "mało ludzi", natomiast "wielu ludzi" głosuje na prezydenta Władimira Putina. Pieskow podkreślił, że demonstracje bez zezwolenia są naruszeniem prawa. Odniósł się też do filmu o luksusowej rezydencji pod Gelendżykiem, która, według Nawalnego, należy do Putina.

- Wielu będzie teraz mówić, że na nielegalne akcje wyszło wielu ludzi. Nie, wyszło mało ludzi, a wielu ludzi głosuje na Putina - powiedział Pieskow w programie w telewizji państwowej Rossija 1.

Reklama

Pieskow zauważył, że Rosjanie w zeszłym roku poparli w ogólnokrajowym głosowaniu zaproponowane przez Putina poprawki do konstytucji. "Jeśli zestawić cyfry" głosujących i protestujących to, jego zdaniem, można zdać sobie sprawę, "jak niewielu ludzi uczestniczy w protestach".

Pieskow przyznał, że protestujący "to także obywatele Rosji" i zapewnił, że szanuje wszystkie punkty widzenia. Wyraził się jednak "kategorycznie przeciwko udziałowi w akcjach sprzecznych z prawem". Nie mogą być one ocenione inaczej niż "naruszenie prawa" - oświadczył.

Przedstawiciel Kremla powiedział, że publikacje na stronie internetowej ambasady USA na temat demonstracji były "w sposób pośredni absolutną ingerencją w sprawy wewnętrzne" Rosji. Stanowiły one "jawne poparcie naruszeń prawa, poparcie akcji odbywających się bez zezwolenia" - ocenił.

Reakcja na "pałac Putina"

Rzecznik Putina zaapelował, by widzowie materiałów śledczych ogłaszanych przez opozycjonistę Aleksieja Nawalnego "nie pozwolili robić z siebie idiotów".

Komentując materiał o luksusowej rezydencji pod Gelendżykiem, którą Nawalny nazywa "pałacem Putina", Pieskow przekonywał, że taki obiekt "na pewno istnieje" i "jest czyjąś prywatną własnością". - Ale co ma z tym wspólnego prezydent? - dodał. Przekonywał, że przypisywanie pałacu Putinowi jest "kłamstwem" i należy to oceniać w świetle ataków informacyjnych na prezydenta Rosji.

Pieskow zasugerował też, że sformułowania padające w materiale Nawalnego przy opisie pałacu "są w sposób oczywisty błędami przy tłumaczeniu z angielskiego". - To jest pytanie: materiał wyjściowy był zapewne po angielsku? Skąd i dlaczego po angielsku? - pytał rzecznik Kremla.

Zapewnił, że władze Rosji wiedziały jeszcze przed ogłoszeniem materiału, iż "przygotowywane były tak zwane materiały demaskatorskie, pseudodemaskatorskie i ataki informacyjne na prezydenta". - Ich celem jest zdestabilizowanie sytuacji - podsumował Pieskow. Wyraził przekonanie, że sytuacja jest jednak stabilna.

Wcześniej w niedzielę rosyjski parlamentarzysta Andriej Klimow powiedział, że istnieją dane mówiące o tym, iż "zagraniczne służby specjalne miały związek z przeprowadzeniem odbywających się bez zezwolenia akcji", które przebiegły w Rosji w sobotę. Klimow wymienił w tym kontekście publikacje na temat demonstracji na stronie internetowej ambasady USA w Moskwie.

Tylu zatrzymanych wcześniej nie notowano

W protestach w obronie Nawalnego wzięły udział w ponad stu miastach Rosji tysiące ludzi. 

Obrońcy praw człowieka poinformowali o bezprecedensowej liczbie zatrzymanych - ponad trzech tysiącach w całym kraju. 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama