Reklama

Reklama

Protesty w Mjanmie. Policja otworzyła ogień, są ofiary śmiertelne

Policja w Mjanmie (Birmie) w stronę protestujących przeciwko zamachowi stanu otworzyła ogień. Zginęły osiem osób, a kilkadziesiąt zostało rannych. Wcześniej do rozproszenia manifestujących użyto gazu łzawiącego i granatów hukowych.

Przypadki brutalnego tłumienia protestów odnotowano w Mandalaj, w Lasho, w Myeiku, w Pegu oraz w niegdysiejszej stolicy kraju - Rangunie.

Użyto ostrej amunicji

Reklama

Oddziały interwencyjne policji użyły w niedzielę rano w Rangunie granatów hukowych i gazu łzawiącego. Gdy próby rozproszenia tłumu nie powiodły się, zaczęto strzelać do ludzi. Policja używała ostrej amunicji. W szpitalu w niedzielę po południu zmarł mężczyzna, który został raniony w pierś. Drugą ofiarą jest kobieta, która została ciężko ranna podczas wystrzeliwania przez policję pocisków z gazem łzawiącym. Zmarła uczestniczyła w wiecu nauczycieli. O jej zgonie poinformowała media córka i koledzy z pracy.

W położonym na południu kraju mieście Tave zginęły w niedzielę co najmniej trzy osoby, jest też wielu rannych. O zgonie co najmniej jednej osoby poinformował w niedzielę media polityk Narodowej Ligi na rzecz Demokracji (NLD) Kyaw Min Htike. Niezależny portal informacyjny Dawei Watch twierdzi jednak, że w wyniku strzelaniny zginęło co najmniej trzech demonstrantów.

Użyciem przemocy przez policjantów zakończył się protest w Mandalay. Zginęła tam jedna osoba - podał portal Irrawaddy. Pozarządowe organizacje humanitarne w Birmie informują też o zabiciu przez funkcjonariuszy dwóch demonstrantów w Pegu, mieście leżącym w środkowej części kraju.

Ani policja, ani biuro rzecznika rządu wojskowych nie potwierdziło tych informacji. Według wstępnych szacunków od początku protestów zabito już co najmniej 13 osób.

"Jedno wielkie pole bitwy"

"Birma przypomina dziś jedno wielkie pole bitwy" - napisał w niedzielę na Twitterze kardynał Charles Maung Bo, stojący na czele mniejszościowego Kościoła katolickiego, który działa w zdominowanej przez buddyzm Birmie.

Miesiąc protestów

Zakrojone na szeroką skalę protesty uliczne trwają od 1 lutego i są reakcją na wprowadzenie w kraju rządów wojska. Odbywające się w większych miastach marsze i wiece są tłumione przez policję. Demonstranci domagają się przywrócenia obalonego przez armię rządu Narodowej Ligi na rzecz Demokracji (NLD) i uwolnienia jej przywódczyni, laureatki Pokojowej Nagrody Nobla Aung San Suu Kyi.

Stojący na czele rządu wojskowego gen. Min Aung Hlaing twierdzi, że władze starają się unikać przemocy i stosują rozwiązania.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy