Reklama

Reklama

Protesty w Mińsku. Są zatrzymani, w tym dziennikarze

Mieszkańcy białoruskiej stolicy oraz innych miast zaczęli we wtorek (14 lipca) wychodzić na ulice w ramach protestu przeciwko niezarejestrowaniu opozycyjnych kandydatów w wyborach prezydenckich. W Mińsku zatrzymano co najmniej sto osób. Wśród zatrzymanych są dziennikarze, którzy na żywo relacjonowali przebieg akcji solidarności.

Wieczorem ludzie zaczęli wychodzić na ulice w centrum Mińska, o czym informowały media niezależne, w tym m.in. Radio Swaboda i gazeta internetowa "Nasza Niwa" oraz szereg kanałów w Telegramie.

Reklama

Jak podało Radio Swaboda (białoruska sekcja RWE/RL), wjazd do centrum miasta został ograniczony, a na ulicach pojawiły się samochody milicyjne. Swaboda poinformowała o zatrzymaniach przypadkowych osób, a także opublikowała nagrania z tych zatrzymań, wcześniej udostępnione przez blogerów.

W związku z tym, że dostęp do centrum Mińska został utrudniony, ludzie zaczęli zbierać się w innych częściach miasta, od dzielnicy Kamiennaja Gorka do dzielnicy Nowaja Borowaja - podała "Nasza Niwa". Według portalu na ulice wyszły setki ludzi.

Ludzie gromadzący się na ulicach nie wykonywali żadnych działań oprócz sporadycznego klaskania w dłonie - wynika m.in. z relacji prowadzonej online przez Radio Swaboda.

Do podobnych spontanicznych akcji miało dojść w innych miastach - m.in. w Grodnie i w Brześciu.

Zatrzymania

Monitoring zatrzymań w Mińsku i innych miastach Białorusi prowadzi centrum praw człowieka Wiasna. Jednak, jak zastrzegli aktywiści, lista, która po godz. 23 (22 czasu polskiego) w stolicy liczyła ponad sto osób, jest daleka od stanu faktycznego. Zatrzymania w różnych miejscach stolicy były przypadkowe - w wielu wypadkach ustalenie dokładnych danych będzie wymagało czasu.

Z nagrań i zdjęć opublikowanych w mediach niezależnych, m.in. na portalu TUT.by, wynika, że milicyjne oddziały specjalne OMON oraz funkcjonariusze w cywilu zachowywali się brutalnie, wyłapując z tłumu przypadkowe osoby. 

Co najmniej w kilku miejscach, gdzie ludzie próbowali przeciwstawiać się zatrzymaniom, doszło do przepychanek i bójek z funkcjonariuszami.

Relacjonujący na żywo przebieg protestów reporterzy Euroradia, Biełsatu, a nawet BBC - zostali zatrzymani. Po godz. 23 pojawiła się informacja o zwolnieniu dziennikarzy Euroradia i Radia Swaboda (białoruska sekcja RWE/RS).

Jak poinformowała gazeta internetowa "Nasza Niwa", w pewnym momencie do OMON-u dołączyli żołnierze wojsk wewnętrznych (podlegających MSW). Brali oni m.in. udział w zatrzymaniach w sercu miasta, na ulicy Niemiha.

Oprócz Mińska do zatrzymań doszło m.in. w Brześciu i w Homlu.

"Nielegalne akcje"

Białoruskie MSW ostrzegło obywateli przed udziałem w tych "nielegalnych akcjach", do których "wezwały portale i użytkownicy znajdujący się poza granicami Białorusi".

Zapowiedziano, że funkcjonariusze podejmą "wszelkie działania na rzecz zachowania porządku publicznego i powstrzymania nielegalnych działań". "Prosimy o przejawienie rozsądku i mądrości. Nie ulegajcie prowokacjom, przestrzegajcie prawa" - wezwano.

Decyzja CKW

Wcześniej we wtorek Centralna Komisja Wyborcza odmówiła zarejestrowania w charakterze kandydatów w wyborach opozycyjnych kandydatów - Wiktara Babaryki i Walera Capkały.

Na decyzję CKW zareagowała Unia Europejska. Według oświadczenia wysokiego przedstawiciela UE ds. zagranicznych i polityki bezpieczeństwa odmowa rejestracji "podważa demokratyczność wyborów", a władze nie zdołały zapewnić konkurencyjnego procesu wyborczego.

Wybory 9 sierpnia

Do udziału w wyborach zostali zarejestrowani urzędujący prezydent Alaksandr Łukaszenka oraz jeszcze cztery osoby: Swiatłana Cichanouska, Siarhiej Czeraczań, Hanna Kanapacka i Andrej Dzmitryjeu. Wybory prezydenckie odbędą się 9 sierpnia.

Według oświadczenia białoruskich obrońców praw człowieka z poniedziałku od początku kampanii wyborczej (8 maja) zatrzymano na Białorusi z powodów politycznych co najmniej 703 osoby.

Z Mińska Justyna Prus 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama