Reklama

Reklama

Premier przeprosił kelnerkę. Ciągnął ją za włosy

Premier Nowej Zelandii John Key w środę przeprosił kelnerkę jednej z kawiarni w Auckland za to, że kilkakrotnie pociągnął ją za włosy. Tłumaczył, że był to tylko niewinny żart, jednak sama zainteresowana miała na ten temat odmienne zdanie.

Niewymieniona z nazwiska kelnerka w serwisie blogowym napisała, że w ciągu kilku miesięcy Key kilkakrotnie pociągnął ją za włosy, zebrane w koński ogon.

Reklama

Tłumaczy, że na początku zachowanie premiera odebrała jako "żartobliwe i zabawne", jednak z czasem zaczęło ją ono irytować, aż wreszcie w marcu zażądała od szefa rządu, by przestał, poskarżyła się też jego ochronie, mimo to wybryki nie ustawały jeszcze przez jakiś czas. Wreszcie po pewnym czasie Key przeprosił ją i w ramach przeprosin wręczył jej dwie butelki wina.

Polityk, wypowiadając się dla prasy podczas oficjalnej podróży do Turcji, powiedział, że często odwiedzał kawiarnię, bo znajdowała się blisko jego domu, a z pracownikami łączyły go "serdeczne i przyjazne relacje". - Zawsze było dużo wygłupów i psikusów, i to właściwie tyle - dodał.

Zachowanie premiera spotkało się z ostrą krytyką opozycji. Przywódczyni Zielonych Metieria Turei powiedziała, że jego postępowanie wobec pracownicy kawiarni nasuwa pytania o mobbing w miejscu pracy.

Wśród użytkowników Twittera sprawa premierowskich wybryków doczekała się dyskusji pod hashtagami "#tailgate" i "#ponytailgate", od angielskiego słowa "ponytail" oznaczającego uczesanie w kucyk.

Dowiedz się więcej na temat: John Key

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje