Reklama

Reklama

Premier Bułgarii: Nie uważamy Rosji za wroga

Bułgarski premier i lider rządzącej w koalicji centroprawicowej partii GERB Bojko Borysow oświadczył w środę w parlamencie, że nie widzi żadnych powodów, by uważać Rosję za wroga, a Bułgarię - za państwo frontowe.

Frontowym państwem, obok Polski, państw bałtyckich i Rumunii, kilka miesięcy temu Bułgarię nazwała przedstawicielka Departamentu Stanu USA Victoria Nuland. Na pytanie niezależnego posła Welizara Enczewa, czy obecność amerykańskiego uzbrojenia w Bułgarii oznacza uznanie Rosji za wrogie państwo, premier odpowiedział: "Nie widzę w tej chwili w stosunkach z Rosją niczego, co miałoby nas niepokoić (...). Jesteśmy narodami, które zawsze szanowały się wzajemnie i lubiły. Pamiętamy, co oni dla nas zrobili".

Reklama

Borysow spotkał się ostatnio z prezydentem Rosji Władimirem Putinem w Baku, a ministrowie gospodarki, budownictwa i energetyki Bułgarii uczestniczyli w różnych konferencjach w Moskwie i Petersburgu. "Oni pracują doskonale. Co skłania was do myśli, że uważamy Rosjan za wrogów? Z nikim się nie kłóciliśmy i nikomu nie zamierzamy wypowiadać wojny" - podkreślił szef bułgarskiego rządu.

Borysow zaakcentował zarazem, że Bułgaria jest lojalnym członkiem UE i NATO i - jako przewidywalny kraj - wypełnia swoje obowiązki członkowskie. "Nie jesteśmy koniem trojańskim, prowadzimy zrównoważoną politykę" - dodał premier, który w odróżnieniu od prezydenta Rosena Plewnelijewa oraz ministrów obrony i spraw zagranicznych unika antyrosyjskiej retoryki.

Powodem pytania poselskiego stała się obecność amerykańskiego sprzętu wojskowego na ćwiczeniach wojskowych w wydzierżawionym USA na 10 lat poligonie Nowo Seło we wschodniej części kraju.

Dwa tygodnie temu minister obrony USA Ashton Carter poinformował, że Stany Zjednoczone rozmieszczą czołgi, pojazdy opancerzone i inny sprzęt wojskowy w sześciu państwach Europy Środkowo-Wschodniej. Ujawnił, że skierowane do poszczególnych państw zestawy uzbrojenia pozwolą na wyposażenie kompanii lub batalionu i znajdą się przynajmniej na pewien czas w sześciu krajach: Bułgarii, Estonii, Polsce, Rumunii oraz na Litwie i Łotwie.

Wypowiedź Cartera spowodowała zamieszanie w Bułgarii. Władze najpierw podały, że nie były poinformowane o planach USA, a potem wyjaśniły, że amerykański sprzęt przysłano na ćwiczenia. Obecnie w Bułgarii znajdują się m.in. dwa czołgi Abrams. Według ministra obrony Nikołaja Nenczewa w ramach wspólnych bułgarsko-amerykańskich manewrów, których w 2015 roku będzie ponad 70, do Bułgarii ma przybyć 16 czołgów.

Z Sofii Ewgenia Manołowa

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje