Reklama

Reklama

Premier Armenii o porozumieniu w sprawie Karabachu: To była konieczność

W razie niepodpisania porozumienia o zawieszeniu broni w Górskim Karabachu jego armia zostałaby otoczona - przekonywał w czwartkowym (11 listopada) nadzwyczajnym orędziu premier Armenii Nikol Paszynian. W jego ocenie podpisane porozumienie nie oznacza rozwiązania konfliktu w separatystycznym regionie.

- Ten dokument nie oznacza rozwiązania kwestii Karabachu, a dotyczy tylko zakończenia wojny - oświadczył Paszynian.

Reklama

Przekonywał, że jego decyzja o podpisaniu porozumienia, na mocy którego Azerbejdżan zachowa część ziem w separatystycznej republice, wcześniej kontrolowanych przez Ormian, była koniecznością.

Jak mówił, w przypadku odmowy, ponad 20-tysięczna armia Górskiego Karabachu zostałaby otoczona. - W ciągu kilku dni mogliśmy utracić Stepanakert (stolica tej kontrolowanej przez Ormian, nieuznawanej na arenie międzynarodowej republiki - przyp.), a potem Askeran i Martakert. Po utracie tych miast ponad 20 tys. żołnierzy i oficerów znalazłoby się w okrążeniu z perspektywą śmierci lub niewoli - dodał Paszynian, cytowany przez rosyjską agencję TASS.

Niekorzystne dla Armenii porozumienie wywołano wielotysięczne protesty

W nocy z poniedziałku na wtorek Armenia, Azerbejdżan i Rosja podpisały deklarację o przerwaniu ognia w regionie Górskiego Karabachu, którego warunki są niekorzystne dla Armenii. W Erywaniu wywołało to wielotysięczne protesty z żądaniem dymisji Paszyniana, którego nazwano "zdrajcą".

Porozumienie to - czwarty rozejm podpisany od nasilenia walk w regionie pod koniec września, ale pierwszy z szansami na realizację - przewiduje rozmieszczenie w Górskim Karabachu rosyjskich sił pokojowych w liczbie blisko 2 tys. żołnierzy.

Paszynian przekonywał, że rosyjskie wojska, których część już została rozmieszczona wzdłuż łączącego Armenię z Karabachem tzw. korytarza laczyńskiego, "zapewnią bezpieczeństwo lądowego połączenia pomiędzy Erywaniem i Stepanakertem", a także bezpieczeństwo mieszkańców Karabachu (są to etniczni Ormianie).

Żądają dymisji premiera

Premier Armenii oświadczył również, że za najważniejsze uważa "zapewnienie krajowi stabilności". - Nie pozwolimy, żeby społeczeństwo utraciło władzę, a siły, którym patronują przedstawiciele dawnych władz, wywołały chaos - powiedział.

W związku z protestami w czwartek aresztowano ok. 10 przedstawicieli partii opozycyjnych, domagających się dymisji premiera.

Najnowsza odsłona konfliktu zbrojnego w Górskim Karabachu rozpoczęła się 27 września. Po 27 latach względnego spokoju Azerbejdżan zaatakował we wrześniu zajmowane przez etnicznych Ormian tereny, twierdząc, że wcześniej doszło do prowokacji strony ormiańskiej.

Nieuznawany na arenie międzynarodowej Górski Karabach to enklawa ormiańska na terytoriach de iure będących częścią Azerbejdżanu. Jest ona zamieszkana i była dotąd całkowicie kontrolowana przez Ormian. W konflikcie o nią w latach 1991-1994 zginęło około 30 tys. ludzi.

W trakcie działań zbrojnych w ciągu ostatnich sześciu tygodni siły wojskowe Azerbejdżanu zdołały zająć część terytoriów (w samym Górskim Karabachu i wokół niego na terenie Azerbejdżanu), które wcześniej znajdowały się pod kontrolą ormiańską.

W czwartek (11 listopada) minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow oświadczył, że w regionie Górskiego Karabachu w ramach misji stabilizacyjnej nie będą dyslokowane tureckie wojska. Jego zdaniem podobne deklaracje władz tureckich dotyczą jedynie rosyjsko-tureckiego centrum monitorowania rozejmu, które ma zostać utworzone w Azerbejdżanie.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne