Reklama

Reklama

Pożary w Grecji. Rośnie liczba ofiar

Co najmniej 50 osób zginęło, a 156 zostało rannych na skutek pożarów szalejących w pobliżu Aten - podała we wtorek grecka Agencja Ochrony Cywilnej. W kraju ogłoszono stan wyjątkowy, premier skrócił zagraniczną wizytę, a rząd zwrócił się o pomoc do państw UE. Na wybrzeżu część ludzi została na plażach. Są wśród nich turyści z Polski - podaje RMF FM.

Służby ratunkowe przekazały, że 11 rannych jest w stanie krytycznym i ostrzegły, że bilans ofiar najpewniej będzie rósł wraz z napływaniem do władz kolejnych informacji. Wcześniej informowano o co najmniej 20 zabitych i 69 osobach, które trafiły do szpitala.

W pobliżu Rafiny pracownicy Czerwonego Krzyża odkryli we wtorek 26 ciał.

Większość ofiar śmiertelnych to ludzie, którzy z powodu pożarów zostali uwięzieni w swoich domach lub samochodach, a pozostali utonęli w morzu, uciekając przed płomieniami. Ponad 700 osób, które chroniąc się przed żywiołem, utknęły na plażach i skalistych odcinkach wybrzeża, zostało uratowanych przez rybaków, grecką straż przybrzeżną i zwykłych urlopowiczów na pontonach.  

Tysiące ludzi noc z poniedziałku na wtorek spędziły pod gołym niebem, w samochodach lub w halach sportowych.  

Reklama

Ewakuacja i apel do UE

Z powodu pożarów premier Grecji Aleksis Cipras skrócił wizytę w Bośni. "Poinformowano mnie o bardzo trudnej sytuacji w Attyce z trzema naraz pożarami. Zmobilizowaliśmy wszystkie siły, żeby stawić temu czoło" - powiedział szef rządu w wypowiedzi nadanej w telewizyjnej relacji z Mostaru. 

Rząd Grecji uruchomił również europejski mechanizm obrony cywilnej, aby prosić o pomoc inne kraje UE - podała wieczorem rzeczniczka straży pożarnej Stawrula Maliri, która zaapelowała do mieszkańców zagrożonych obszarów o ewakuację.  

Najbliżej Aten płonęły sosnowe lasy i makia około 30 km na północny wschód od stolicy przy kąpieliskach ciągnących się do Maratonu w Attyce Wschodniej.

Bilans ofiar może być większy

Według szacunków greckich służb, liczba ofiar jeszcze się zwiększy. 

Media wciąż donoszą o kolejnych ciałach, znajdowanych w spalonych domach lub samochodach, czy wyławianych z morza. 

Turyści uwięzieni na plażach

Straż przybrzeżna z pomocą użytkowników prywatnych łodzi zbiera z plaż we wschodniej Attyce osoby, które schroniły się tam przed ogniem. Są przewożone do portu w Rafinie. Tam znajduje się kilkadziesiąt karetek pogotowia, w których ratownicy udzielają pierwszej pomocy.

Na Gorąca Linię RMF FM zadzwonił w poniedziałek pan Robert, który wakacje spędza dwadzieścia kilometrów od greckiej stolicy. "Byliśmy nad basenem, coś zaczęło się palić na górze, w ciągu pół godziny zadymienie było takie, że w hotelu podnieśli alarm i uciekliśmy na plażę" - mówił.

"Siedzimy na brzegu, nad morzem, czekamy na rozwój wydarzeń. Prawdopodobnie ma po nas przypłynąć łódź, która zabierze nas dalej. Widać, że w pobliskich pensjonatach wybuchają butle z gazem, wybuchają co chwilę. Nieciekawie to wygląda. Czujki wyją w hotelach cały czas, zadymienie jest bardzo duże" - dodał. 

W nocy turyści zostali łodzią ewakuowani do Aten. Swoje bagaże musieli zostawić w hotelu. Zostaną im dowiezione w innym czasie. "Wszystko jest dobrze zorganizowane. Kiedy dopłynęliśmy, mieli już listy turystów. Widać, że rząd grecki stanął na wysokości zadania" - powiedział pan Robert w rozmowie z RMF FM.

Dramatyczne relacje polskich turystów

"Musieliśmy oddychać przez chusteczki, wszędzie było pełno dymu" - napisał w relacji dla TVP Info jeden z polskich turystów przebywający obecnie w Grecji.

"Około godz. 19.30 zostaliśmy ewakuowani z hotelu, zabrano nas na plażę. Wszędzie było pełno dymu, widzieliśmy płomienie" - mówił w rozmowie z TVP Info pan Filip Główka.

Z jego relacji wynika także, że w kurortach znajdujących się na objętym przez pożary obszarze przebywa wielu Polaków. Dodatkowo - jak czytamy na stronie TVP Info - turysta przekazał informację, że od 12 godzin nie ma kontaktu z Polką spod Wadowic, która uciekając przed pożarem schroniła się z dzieckiem na łodzi. 

Mieszkańcy okolicznych miejscowości i urlopowicze opowiadają o dramatycznej sytuacji. Tłumaczą, że ogień docierał do zabudowań w ciągu zaledwie kilku sekund. W poniedziałek w Attyce wiał bowiem silny i zmienny wiatr, który uniemożliwiał skuteczną akcję gaśniczą.

Najgorsza sytuacja jest w zachodniej i wschodniej Attyce, gdzie ogłoszono stan wyjątkowy. Z pożarem walczą tam straż pożarna i wojsko, a wszystkie wojskowe szpitale są gotowe na przyjęcie poszkodowanych.

Ostrzeżenie polskiej ambasady

Ambasada RP w Atenach poinformowała na swojej stronie internetowej o groźnych pożarach.

"Ze względu na silne wiatry sytuacja ulega zmianie. W związku z powyższym, zalecamy zachowanie szczególnej ostrożności oraz śledzenie informacji przekazywanych przez lokalne służby porządkowe. W razie wystąpienia zagrożenia należy bezwzględnie stosować się do poleceń miejscowych służb porządkowych" - napisano.

Intensywne działania straży

W poniedziałek akcja gaśnicza postępowała opornie, utrudniona przez porywiste wiatry, jednak po ich ustaniu w nocy we wtorek większość pożarów udało się ugasić. Wraz z nastaniem w powietrze z powrotem wzbiły się samoloty i śmigłowce gaśnicze. "Mamy nadzieję, że dziś uda nam się je ugasić" - powiedział przedstawiciel straży pożarnej, cytowany przez grecką telewizję.  

We wtorek przywrócono ruch na autostradzie między Atenami a Koryntem, zablokowany wcześniej z powodów unoszących się nad trasą kłębów dymu.  

Ogień - szalejący nie tylko w regionie Attyka blisko Aten, ale też w innych częściach kraju, a zwłaszcza w Koryncie i na Krecie - zniszczył wiele budynków i wymusił ewakuację kilku miejscowości.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje