Reklama

Reklama

Potomek polskich emigrantów prezydentem Amerykanów?

Senator Bernie Sanders największą niespodzianką początku kampanii prezydenckiej w Stanach Zjednoczonych.

Sanders, który otwarcie mówi o sobie jako socjaliście, jest największą niespodzianką pierwszej fazy kampanii prezydenckiej w USA. Jego wiece przyciągają tysiące ludzi; do czwartku zebrał od swych zwolenników już15 mln USD.

Oni mają pieniądze, a my mamy ludzi

Reklama

Gdy dwa miesiące temu, na skromnej konferencji prasowej pod Kongresem, Sanders ogłaszał, że będzie ubiegał się o urząd prezydenta, sondaże dawały mu wówczas jednocyfrowe poparcie wśród wyborców Partii Demokratycznej. Ale od tego czasu niespodziewanie wyrósł na silnego kandydata, z którym coraz bardziej musi liczyć się była sekretarz stanu Hillary Clinton. Jej przewaga w sondażach jest wciąż ogromna, ale na Sandersa chce obecnie głosować aż 15 proc. wyborców Demokratów, cztery razy więcej niż w marcu.

Wyborcze wiece 72-letniego senatora ze stanu Vermont przyciągają tłumy  zwolenników, a w mediach społecznościowych roi się od przychylnych mu komentarzy. Na jego ostatni wiec, jaki odbył się w środę w Madison w stanie Wisconsin, przyszło około 10 tys. ludzi - jak dotychczas najwięcej w całej obecnej kampanii prezydenckiej. Tymczasem jeszcze niedawno organizatorzy dziwili się, że na spotkanie Sandersa z wyborcami w Iowa w maju pofatygowało się 300 osób.

W czwartek sztab Sandersa poinformował, że od rozpoczęcia kampanii 30 kwietnia, senator zebrał 15 mln dolarów od około 250 tys. swych zwolenników. 99 proc. wpłat opiewała na kwotę niższą niż 250 dolarów; przeciętna wysokość wynosiła 34 dolary. Niemal wszystkich wpłat zwolennicy Sandersa dokonali przez internet. W przeciwieństwie do innych kandydatów Sanders nie organizuje zamkniętych spotkań z hojnymi sponsorami.

Ludzie ze sztabu Sandersa wyrazili nadzieję, że uda mu się zebrać do końca roku około 50 mln dolarów. To jednak wciąż znacznie mniej niż 100 mln, jakie stawia sobie za cel sztab Hillary Clinton, który do tej pory zebrał już 45 mln.

"Jestem świadomy, że moi przeciwnicy zbiorą więcej - mówił Sanders w Madison - Oni mają pieniądze, a my mamy ludzi. A jeśli ludzie są razem, to wówczas możemy wygrać".

Niezależny z najdłuższym stażem w Kongresie

Sanders urodził się w Nowym Jorku w ubogiej rodzinie polskich i żydowskich emigrantów. Jego ojciec wyemigrował do USA w wieku 17 lat i - jak mówił Sanders - nigdy nie skończył nawet szkoły średniej, a w domu nie było ani za wiele pieniędzy, ani za wiele książek.

Jest najdłużej zasiadającym w Kongresie niezależnym politykiem, a także pierwszym, który jako kandydat niezależny, choć z poparciem Demokratów, zdobył w 2006 roku mandat do Senatu. W ostatnich wyborach wygrał przytłaczającą większością ponad 70 proc. głosów. Choć oficjalnie niezależny, w Senacie głosuje często tak jak Demokraci.

Sanders jest popularny zwłaszcza wśród lewicowego elektoratu Partii Demokratycznej, w tym wyborców, którzy jeszcze niedawno mieli nadzieję na start w wyborach prezydenckich senator z Massachusetts Elizabeth Warren, charyzmatycznej propagatorki regulacji rynków finansowych. Ta jednak zapewniła, że nie będzie się ubiegać o fotel prezydenta. Nie wykluczyła natomiast, że w prawyborach poprze Sandersa.

Sanders, który jako jeden z nielicznych amerykańskich polityków otwarcie mówi o sobie, że jest socjalistą, ocenia gospodarkę Stanów Zjednoczonych jako "niemoralną", gdyż jego zdaniem faworyzuje milionerów i miliarderów. Z drugiej strony - jak dodaje - USA mają "najwyższy spośród wielkich państw odsetek biednych dzieci". "Jak to możliwe, że do 1 proc. najbogatszych trafia 99 proc. dochodów generowanych w tym kraju. To jest nie tylko niemoralne, ale też po prostu nie da się tego dłużej utrzymać" - przekonywał rozpoczynając kampanię.

"Nasz kraj jest w najpoważniejszym kryzysie od czasu wielkiej recesji z lat 30. ubiegłego wieku. Rzeczywistość większości Amerykanów jest taka, że pracują coraz dłużej i zarabiają coraz mniej, mimo wzrostu produktywności, mimo postępu technologicznego; nie stać ich, by posłać dzieci do college'ów" - mówił.

W ogłoszonym przez Sandersa 12-punktowym programie gospodarczym dla USA jest m.in. reforma podatkowa (tak, by więcej płacili bogacze i wielkie korporacje), podniesienie płacy minimalnej, ułatwienia w tworzeniu związków zawodowych, "bardziej dostępne" szkolnictwo wyższe oraz wielkie inwestycje w projekty infrastrukturalne. W odróżnieniu od Clinton Sanders jest przeciwny negocjowanej obecnie transpacyficznej umowie o wolnym handlu, tzw. TPP, która obejmuje USA i 11 krajów Azji i Pacyfiku. Od początku był też przeciwnikiem wojny w Iraku, którą była Pierwsza Dama poparła w 2003 roku.

Wybory prezydenckie odbędą się w listopadzie 2016 roku. Swoje prezydenckie ambicje jak dotąd formalnie ogłosiło już 19 kandydatów, w tym 14 z Partii Republikańskiej.

W czwartek swój start w wyścigu o nominację Demokratów ogłosił były senator z Wirginii Jim Webb. 69-letni weteran wojny w Wietnamie dostał się do Senatu w 2006 r., po kampanii, w której centralne miejsce odgrywał sprzeciw wobec w wojny w Iraku.

Z Waszyngtonu Inga Czerny

Dowiedz się więcej na temat: wybory w USA | bernie sanders

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje