Reklama

Reklama

Polski plan dla Ukrainy? Albo jest tajny, albo...

Polska, by coś uzyskać od Zachodu ws. Ukrainy, powinna zacząć od ambitnych propozycji; na razie ich nie widać - albo nie istnieją, albo nie zostały ujawnione - powiedział politolog dr Grzegorz Kostrzewa-Zorbas podsumowując spotkania premiera Donalda Tuska z europejskimi przywódcami.

Według niego takie rozmowy w ramach Unii Europejskiej i w ramach NATO "nabiorą znaczenia tylko wtedy, gdy doprowadzą do konkretnych skutków".       

Reklama

Tymczasem - w ocenie eksperta - premier Tusk nie przedstawia swoim rozmówcom "konkretnego projektu programu dla Ukrainy". 

Gdzie jest projekt dla Ukrainy?

- Dla przynajmniej częściowej skuteczności Polska powinna zacząć rozmowy od ambitnych propozycji. Tego projektu na razie nie widać. Albo nie istnieje, albo nie został ujawniony (...). Ostateczny program musiałby wynikać z uzgodnień i pewnie byłby inny od "polskiego projektu" - powiedział PAP.    

"Jeden cel długoterminowy i dwa działania doraźne"      

 Kostrzewa-Zorbas zwrócił uwagę, że większość państw UE jest mniej zainteresowana sprawą Ukrainy niż Polska, dlatego projekt opracowany w Warszawie byłby w ostatecznej, wspólnej wersji "znacznie okrojony".  

"Ukraina to niby Europa, ale..."

Według eksperta propozycja ze strony Zachodu skierowana do Ukrainy powinna zawierać trzy elementy - jeden długoterminowy i dwa działania doraźne. Na pierwszym miejscu Kostrzewa-Zorbas wymienił "uznanie Ukrainy za państwo europejskie w sensie Traktatu o Unii Europejskiej". "Ukraina jest w Europie w sensie geograficznym i kulturowym, ale istnieje specjalne znaczenie tego przymiotnika traktatowego. Każdy taki kraj ma bowiem prawo kandydowania do UE. Tego prawa Ukrainie nigdy Unia nie przyznała" - zaznaczył.       

"Zagrożenie poważnymi sankcjami"

Kostrzewa-Zorbas zwrócił uwagę, że "w tym zakresie kompetencje ma jedynie Rada Europejska, w której premier Tusk zasiada jako premier Polski". Ekspert wyraził opinię, że takie "uznanie" nie miałoby charakteru wyłącznie kurtuazyjnego, ale "wyjaśniłoby przyszłą sytuację Ukrainy i oddaliłoby zarzuty stawiane przez część Ukraińców (zwłaszcza prorosyjskich), że cały Zachód Ukrainy nie chce i jedynie podtrzymuje i roznieca płomień oporu Ukrainy, aby dokuczyć Rosji". Politolog dodał, że tego typu ruch nie pociągałby obecnie żadnych kosztów finansowych.       

Dwa pozostałe rozwiązania, o których wspomniał, mają charakter krótkoterminowy. "Jedno z nich to poważne zagrożenie sankcjami dla polityków, urzędników i funkcjonariuszy ukraińskich, którzy przemocą zwalczają opozycję lub w inny nieuczciwy sposób tłumią aspiracje ukraińskiego społeczeństwa" - mówił.       

"Skutki takich sankcji byłyby bardziej skuteczne, niż na Białorusi"

Zdaniem eksperta skutki takich sankcji, a nawet samych ich zapowiedzi, byłyby bardziej skuteczne niż w przypadku Białorusi. "Na Ukrainie reżim obłożony, czy nawet zagrożony sankcjami, bałby się bardzo dalszego osłabienia" - ocenił. Wśród możliwych instrumentów wymienił zakaz wjazdu do państw UE dla osób winnych tłumienia demokracji i prozachodnich dążeń społeczeństwa oraz zamrożenie majątku tych osób, nie tylko w Unii, ale także - działając w porozumieniu z innymi państwami - również w wielu miejscach poza nią.      


"Zniesienie wiz na krótkie wizyty" 

Kolejnym możliwym działaniem według Kostrzewy-Zorbasa powinno być zniesienie wiz na krótkie wizyty Ukraińców na terenie UE oraz Europejskiego Obszaru Gospodarczego. "Nie mówię o stałym osiedlaniu czy zakładaniu przedsiębiorstw, to by przyszło później. Chodzi o to, by Ukraińcy mogli bez wizy pojechać na Zachód i poczuć tę swobodę, i zachętę, jaką daje zniesienie takich ograniczeń. To byłby dowód, że UE ich docenia" - zaznaczył.   

"Plan Marshalla dla Ukrainy - niepotrzebny"      

Ekspert podkreślił, że wszystkie z wymienionych środków nie stanowiłyby poważnego obciążenia finansowego po stronie Unii. "Tymczasem wysiłki wielu polityków, także polskich, idą w kierunku kosztownych programów, np. "planu Marshalla dla Ukrainy". Bardzo trudno znaleźć dziś wolne miliardy dla Ukrainy. Szansa wcielenia w życie takiego pomysłu jest dużo mniejsza niż tych środków o jakich mówiłem w rozmowie" - wyjaśnił Kostrzewa-Zorbas.       

Wizyta Tuska na Ukrainie

Zdaniem politologa ogromne znaczenie miałaby też wizyta premiera Tuska na Ukrainie oraz spotkania zarówno z władzą jak i opozycją. "Taka podróż powinna być dobrze przygotowana, niemniej nawet bez konkretnych, natychmiastowych efektów byłaby czymś nowym, byłaby przekroczeniem kolejnego progu w zaangażowaniu Polski w sprawie Ukrainy" - ocenił Kostrzewa-Zorbas.       

Premier Donald Tusk w poniedziałek kontynuował cykl spotkań na temat rozwiązania kryzysu politycznego na Ukrainie - w Tallinie rozmawiał z szefami rządów Litwy, Łotwy i Estonii; następnie w Sztokholmie i Helsinkach rozmawiał z premierem Szwecji Fredrikiem Reinfeldtem i Finlandii Jyrkim Katainenem.       

W piątek rozmawiał o ukraińskim kryzysie z kanclerz Niemiec Angelą Merkel w Berlinie, a w Oxfordshire, w Wielkiej Brytanii, spotkał się z brytyjskim premierem Davidem Cameronem. Dzień wcześniej w Brukseli Tusk rozmawiał z szefem Komisji Europejskiej Jose Manuelem Barroso i przewodniczącym europarlamentu Martinem Schulzem. W czwartek wieczorem był w Paryżu, gdzie spotkał się z prezydentem Francji Francois Hollande'em. W środę w Budapeszcie polski premier rozmawiał z szefami rządów krajów Grupy Wyszehradzkiej. 

Dowiedz się więcej na temat: zamieszki w Kijowie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama