Reklama

Reklama

Polski pielęgniarz podejrzany o morderstwa. Policja: Były błędy

Grzegorz W. podejrzany jest o mordowanie staruszków, którymi się opiekował. Policja w Essen przyznała, że popełniła poważne błędy, bo na trop Polaka mogła wpaść o wiele wcześniej.

W śledztwie dotyczącym polskiego opiekuna podejrzanego o mordowanie swoich podopiecznych policja w Essen przyznała się do popełnienia błędów. "Błędy te były tak poważne, że trzech funkcjonariuszy policji zostało zawieszonych w czynnościach, a dwóch przeniesiono do innych placówek" - informuje "Sueddeutsche Zeitung" (SZ). Rzecznik esseńskiej policji przyznał, że prowadzone przez funcjonariuszy dochodzenie "nie było wystarczające". "Z uwagi na te straszne czyny zastanawiam się, czy można było zapobiec kolejnym przestępstwom, gdyby dochodzenie było prowadzone bardziej konsekwentnie" - powiedział dla SZ komendant policji Frank Richter. "Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie" - dodał.

Zabójczy zastrzyk?

Reklama

Polski pielęgniarz Grzegorz W. opiekujący się osobami starszymi jest oskarżony o zamordowanie swojego 87-letniego podopiecznego z Ottobrunn (Bawaria). Miał do tego użyć zastrzyku z insuliny. Staruszek nie chorował jednak na cukrzycę. Potem miał go okraść. Policja w Monachium sprawdza, czy 36-letni Polak mógł mieć też związek z 10 innymi zgonami.

Mniej więcej pół roku przed śmiercią podopiecznego z Ottobrunn Grzegorz W. pracował przez dwa dni u rodziny w Muelheim w Zagłębiu Ruhry. W maju 2017 r. jego 91-letni podopieczny trafił do szpitala z objawami hipoglikemii. Dwa miesiące później zmarł. Jeszcze kiedy staruszek walczył o przeżycie, jego córka złożyła skargę na polskiego opiekuna. Powiedziała policji, że być może pielęgniarz podał jej ojcu insulinę, chociaż nie był on diabetykiem. Policja nie aresztowała jednak Polaka, tłumacząc, że podejrzenie jest niewystarczające.

Zawieszone postępowanie

Na jakiś czas Polak zniknął. Najprawdopodobniej wyjechał do Polski, by wkrótce znowu wrócić do Niemiec. "Choć policja w Essen miała jego dane, nigdy nie przesłuchała go ws. śmierci 91-latka" - opisuje sprawę SZ. Wbrew poleceniu prokuratury, śledczy nie zasięgnęli informacji w sprawie podejrzanego w innych krajach związkowych, ani nie próbowali zlokalizować go w Polsce. Ostatecznie prokuratura zawiesiła postępowanie, argumentując, że po prostu nie wie, gdzie przebywa Grzegorz W. - pisze monachijski dziennik.

Po kilku dniach znikał

Jak się okazało, w chwili zakończenia postępowania polski opiekun przebywał w innych niemieckich miastach, zatrudniony do opieki nad osobami starszymi. Monachijska komisja śledcza otrzymała z całych Niemiec 49 konkretnych wskazówek dotyczących miejsc zatrudnienia Polaka, m.in. w Badenii-Wirtembergii, Berlinie, Kassel i Bremie. Najczęściej opiekował się podopiecznym tylko przez kilka dni, potem był zwalniany lub sam znikał. Rodziny, w których był zatrudniany, skarżyły się na jego agresywne zachowanie.

Polak został aresztowany w połowie lutego br. Śledczy podejrzewają, że mogą mieć do czynienia z seryjnym mordercą. Grzegorz W. przebywa w areszcie śledczym i milczy.

oprac. Katarzyna Domagała

Redakcja Polska Deutsche Welle


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy