Reklama

Reklama

Polityczny wiec w świątyni. Włosi podzieleni

Polemikę we Włoszech wywołało polityczne wystąpienie b. premiera, lidera centrolewicowej Partii Demokratycznej Matteo Renziego w bazylice w miejscowości Paestum na południu kraju. Lokalne władze kościelne tłumaczą, że nie wiedziały o planach wiecu w świątyni.

Przed planowanymi na początku przyszłego roku wyborami parlamentarnymi Renzi jako niemal pewny kandydat na premiera objeżdża kraj pociągiem. W czasie wizyty w regionie Kampania spotkał się w środę z miejscowymi politykami lewicy i swymi zwolennikami w bazylice Zwiastowania w Paestum. To pochodząca z V wieku świątynia, położona na terenie wielkiego parku archeologicznego.

Reklama

Renzi przemawiał stojąc niedaleko ołtarza. W pierwszym rzędzie ławek zasiedli najwyżsi rangą lokalni politycy z partii rządzącej, wśród nich gubernator Kampanii Vincenzo De Luca - zauważa "Corriere della Sera".

Gazeta relacjonuje, że lider Partii Demokratycznej wygłosił polityczne przemówienie, w którym pochwalił pracę szefa władz regionalnych i skrytykował opozycyjny Ruch Pięciu Gwiazd.

Desakralizacja?

"To był prawdziwy wiec, według niektórych - pewna desakralizacja" -  dodaje dziennik, który na swej stronie internetowej zamieścił nagranie filmowe fragmentu tego wystąpienia.

Słowa krytyki skierowano pod adresem ordynariusza miejscowej diecezji biskupa Ciro Miniero. Jeden z parlamentarzystów prawicowego ugrupowania Bracia Włoch zarzucił hierarsze, że wydał pozwolenie na wykorzystanie kościoła do celów politycznych.

Proboszcz bazyliki Johnny Kaitharath, cytowany w mediach oświadczył zaś: "Ani biskup, ani ja nie wiedzieliśmy o wizycie Renziego. Spotkaliśmy go w kościele".

Zapewnił jednocześnie, że bazylika została udostępniona na trzy dni na wydarzenie kulturalne, nie mające nic wspólnego z przedwyborczym tournee byłego premiera. Poświęcone ono było, jak wynikało z zapowiedzi, promocji turystyki na terenach archeologicznych, a zorganizowano je we współpracy z Ministerstwem Kultury i UNESCO.

Zgodę wydano tylko na tę imprezę - oświadczył proboszcz. "Nie wiedziałem nawet, że Renzi miał przyjechać, wszystko zostało zorganizowane przez lokalnych polityków" - wyjaśnił ksiądz. Jak stwierdził, potem dowiedział się, że były premier miał skierować kilka słów do przybyłych na inaugurację tego wydarzenia.

"To jest krzyż, który musimy dźwigać" - dodał kapłan odnosząc się do polemik i krytyki.

Jak zapewnił, nie chce angażować się w politykę, bo zawsze pozostawia ją wolnemu wyborowi ludzi poza Kościołem.

Z Rzymu Sylwia Wysocka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy