Reklama

Reklama

Polacy w Belgii: "Potraktowano nas jak zwierzęta"

Blisko 200 Polaków spędziło noc bez prądu we flamandzkiej miejscowości Kasterlee. To dlatego, że burmistrz miasta kazał odłączyć elektryczność w zamieszkiwanych przez nich domkach kampingowych w parku Fauwater.

Jego właściciel nie miał bowiem odpowiedniego atestu. Polacy, którzy ucierpieli na tej decyzji uważają, że to dyskryminacja. W dodatku mieszkańcom zapowiedziano, że dzisiaj zostanie im odcięty gaz. Policjanci otoczyli park i po znalezieniu usterek w elektryczności odcięto wszystkim dopływ prądu.

Reklama

Wczoraj w parku Fauwater przeprowadzono bezprecedensową akcję. Otoczyło go aż 180 policjantów, którzy po znalezieniu usterek w elektryczności odcięli wszystkim dopływ prądu. Nie zważano na to, że są tam drewniane domki, a temperatura spadła poniżej zera. Polacy z którymi rozmawiała nasza dziennikarka, są w szoku. Potraktowano nas jak zwierzęta - mówi młoda kobieta. W nocy siedzieliśmy przy świeczkach, rozmroziły nam się zamrażalki, zmarnowało się jedzenie - dodaje mężczyzna, który pracuje w magazynie supermarketu Albert Heijn.

Właściciel, który jest Holendrem, także niemile widziany?

Park Fauwater to nie żaden luksus, ale warunki są w nim o wiele lepsze niż w wielu innych, zwłaszcza holenderskich kampingach, które odwiedziła korespondentka RMF FM. Polacy nie skarżą się na właściciela. To Barnny van Loon, który nie jest Belgiem, tylko Holendrem. To także mu nie stawia w lepszej sytuacji, burmistrz może go tym łatwiej zmiażdżyć - tłumaczy naszej korespondentce jeden z Polaków. 33-letni Polak, który woli zachować anonimowość opowiada, że gdy ktoś zalega z opłatami - van Loon nie robi problemów. Od dwóch innych Polaków usłyszałam, że komuś, kto nie miał pracy pomógł ją znaleźć - mówi.

Van Loon nie ukrywa w rozmowie z korespondentką RMF FM, że nie miał wymaganego atestu elektryczności, o który już wystąpił, ale procedury są długie. Jeżeli szuka się na kogoś haka, to zawsze się znajdzie - twierdzi. Właściciel uważa, że władzom zależy na tym, żeby rozwijać w tym regionie turystykę. Chcą by na kampingu przebywali wyłącznie turyści, a nie Polacy. Polacy psują wizerunek, a burmistrz stawia na turystykę - mówi dziennikarce RMF FM właściciel kampingu.

Polacy nie mają szans na szukanie nowego lokum, bo rozładowały im się komórki i wysiadły baterie laptopów. Burmistrz nie zamierza im w tym pomóc, mimo że wszyscy pracują legalnie. Chodzi im o to, abyśmy się wynieśli - dosadnie podsumowuje jedna z kobiet. Odłączenie prądu i gazu - to sposób na pozbycie się Polaków. Burmistrz zasłania się, że chodzi o ich bezpieczeństwo, ale to puste słowa. Paląc świeczki w drewnianych domkach Polacy stwarzają większe zagrożenie pożarowe - dodaje właściciel.

Katarzyna Szymańska-Borginon

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy