Reklama

Reklama

Po strzelaninie w Orlando gwałtownie wzrosła sprzedaż broni

Strzelanina w Orlando, w której zginęło 50 osób, a 53 zostały ranne, wywołała w Stanach Zjednoczonych gorącą debatę na temat wprowadzenia ograniczeń w dostępie do broni. Równocześnie gwałtownie wzrosła sprzedaż broni, szczególnie karabinów półautomatycznych.

Sprawca masakry w Orlando użył do ataku karabinu Sig Sauer MCX. Jest to półautomatyczna broń szturmowa, z której w ciągu kilku sekund można wystrzelić kilkadziesiąt pocisków. Wprowadzenie zakazu sprzedaży tego typu broni, to jeden z głównych postulatów demokratów po zamachu w Orlando.

"Kraj jest zalany narzędziami mordowania"

"Nasz kraj jest zalany narzędziami mordowania. Możemy coś z tym zrobić. Możemy zakazać broni szturmowej w stylu Rambo" - mówiła z trybuny Kongresu senator Elizabeth Warren.

Jest mało prawdopodobne, aby amerykański parlament wprowadził zakaz sprzedaży karabinów półautomatycznych. Sprzeciwiają się temu Republikanie.

Reklama

Ruszyli do sklepów z bronią

W obawie przed restrykcjami wielu Amerykanów ruszyło jednak do sklepów z bronią po zakupy. Sprzedawcy informują, że najwyższy wzrost sprzedaży dotyczy karabinów AR-15 firmy Colt, czyli cywilnej wersji wojskowego M16. Dobrze sprzedają się także inne karabiny oraz amunicja.

Po strzelaninie w Orlando ceny akcji notowanych na giełdzie koncernów produkujących broń półautomatyczną Smith & Wesson oraz Sturm, Ruger & Co wzrosły od 7 od 9 procent. Podobne zjawisko miało miejsce po poprzednich masowych strzelaninach w USA.

Zobacz także:

 


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje