Reklama

Reklama

Po słowach szefa FBI: Nie powinniśmy być ostrożni w krytyce

Polacy, polskie media, rząd i dyplomacja nie powinny czuć się zobowiązane do ostrożności w ocenie słów szefa FBI o roli Polaków w Holokauście, bo już w światowych mediach zaistniała ona jako wielki skandal - uważa amerykanista Grzegorz Kostrzewa-Zorbas.

W jego ocenie polska reakcja na słowa dyrektora FBI Jamesa Comeya nie jest przesadzona, bo także w światowych mediach zaistniała ona jako skandal.

Reklama

"W światowych mediach nikt nie oszczędza dyrektora FBI, nie ma ani jednego słowa w jego obronie, dlatego Polacy, polskie media, rząd i dyplomacja nie powinny czuć się zobowiązane w tej sprawie do ostrożności i wstrzemięźliwości" - powiedział amerykanista, politolog z Wojskowej Akademii Technicznej.

W rozmowie z PAP podkreślił, że świadomość Amerykanów na temat II wojny światowej jest niska, ale to samo dotyczy mieszkańców wielu innych państw. "Ta świadomość zmienia się też pod wpływem kultury popularnej, ale nie tylko jej" - ocenił.

Pytany o genezę takich wypowiedzi jak Comeya, Kostrzewa-Zorbas wskazał, że są one dowodem skuteczności "wynalazku, który jest przypisywany agentowi służb specjalnych III Rzeszy, pracującemu później dla wywiadu Republiki Federalnej Niemiec, a który opracował pojęcia ‘polskie obozy koncentracyjne’ i ‘polskie obozy zagłady’".

Kostrzewa-Zorbas przypomniał, że termin "polskie obozy śmierci" został kilka lat temu wypowiedziany przez prezydenta Baracka Obamę podczas ceremonii pośmiertnego przyznania Medalu Wolności Janowi Karskiemu.

"Późniejszy list Obamy z odwołaniem tego określenia jest znany tylko w Polsce i to głównie wąskiemu gronu zainteresowanych. W uszach świata pozostało określenie ‘polskie obozy śmierci’" - powiedział.

W ocenie amerykanisty skutki nawet groźniejsze dla Polski ma inny "zachodnioniemiecki wynalazek z lat 50. XX w., aby usuwać słowa ‘Niemiec’ i ‘Niemcy’ z przedstawiania II wojny światowej, a nawet lat wcześniejszych, po dojściu Hitlera do władzy, i zastępować je słowem ‘naziści’".

"W milionach publikacji, filmów i innych utworów, którymi jest bombardowana światowa opinia publiczna, nie ma żadnych Niemców, są naziści bez narodowości. Gdy odbiorcy próbują dojść, kim byli ci naziści, skąd się wzięli, to skojarzenie jest takie - jeżeli Holokaust dokonał się w polskich obozach, na polskiej ziemi, to znaczy, że nazistami byli Polacy" - podkreślił.

Jego zdaniem w ostatnich latach stosowany jest też zabieg usuwania z opisów II wojny światowej i Holokaustu także słów "nazista" i "nazizm".

"Przykładem może być film ‘Ida’, w którym słowa ‘nazista’, ‘naziści’, nie padają ani razu. ()Raz pojawiają się Niemcy jako siła okupacyjna, ale nie jest powiedziane, co ci Niemcy robili podczas okupacji. Jeżeli nie ma w przedstawieniach II wojny światowej oraz III Rzeszy przed nią i Holokaustu ani Niemiec, ani nazizmu, to zostają już wyłącznie Polacy z Węgrami i innymi narodami już oskarżonymi o sprawstwo Holokaustu albo czekającymi swojej kolejki" - powiedział.

Comey powiedział 15 kwietnia w Muzeum Holokaustu w Waszyngtonie, że najbardziej przerażającą lekcją Holokaustu jest to, iż pokazał on, że ludzie są w stanie zrezygnować z indywidualnej moralności i przekonać się do prawie wszystkiego, poddając się władzy grupy.

"W ich mniemaniu mordercy i ich wspólnicy z Niemiec, Polski, Węgier i wielu, wielu innych miejsc nie zrobili czegoś złego. Przekonali siebie do tego, że uczynili to, co było słuszne, to, co musieli zrobić" - mówił Comey.

Dowiedz się więcej na temat: James Comey | Holocaust

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy