Reklama

Reklama

Paryżanki protestują. "Nie czujemy się tu bezpiecznie"

Paryżanki są przerażone i nie chcą opuszczać swoich mieszkań po tym, jak grupa imigrantów groziła im z powodu noszenia "nieprzyzwoitych" ubrań – informuje "Daily Mail". W stolicy Francji powstały nawet tzw. "strefy no-go", czyli miejsca, które kobiety omijają szerokim łukiem.

Kobiety przestały chodzić do dzielnicy Chapelle-Pajol, we wschodnim Paryżu z powodu grup imigrantów oraz dilerów narkotyków. Gazeta pisze, że ten obszar w ostatnich latach stał się coraz bardziej niebezpieczny dla kobiet w związku z zasiedleniem go przez ludność napływową.

80-letnia kobieta twierdzi, że podczas powrotu do domu przez Chapelle-Pajol była obrażana przez młodych mężczyzn. Kolejna, 38-letnia powiedziała, że kawiarnia w pobliżu jej mieszkania zmieniła się w miejsce męskich spotkań. "Muszę słuchać wielu uwag, kiedy tam przechodzę. Zwłaszcza, że oni dużo piją" - mówi.

Reklama

Niektóre paryżanki mieszkające w tej dzielnicy twierdzą, że nie mogą opuścić domu bez słyszenia obraźliwych komentarzy od grup imigrantów - informuje "Le Parisien".

W zeszłym tygodniu dziesiątki kobiet pojawiły się w Paryżu, aby protestować przeciwko tak zwanym "strefom no-go".

"Problem w tej dzielnicy jest prawdziwy" - powiedziała Clare Rougy, jedna z demonstrujących. "Oni są agresywni. Przechodząc, widzisz mężczyzn walczących między sobą na ulicach. Kobiety nie czują się bezpiecznie" - dodała.

"Doszło do tego, że musimy zmienić sposób w jaki się ubieramy, czy drogę, którą chodzimy" - mówi 50-letnia Natalie, która mieszka w dzielnicy Chapelle-Pajol od 30 lat.

Babette de Rozieres, kandydatka do prawicowej partii Republikanów, powiedziała tłumowi podczas demonstracji, jak zmieniła się dzielnica, w której się wychowała.

Grupa SOS La Chapelle, która zorganizowała protest, uruchomiła internetową petycję, wzywając władze Paryża do zwrócenia uwagi na handel narkotykami i przestępczość nękającą ten obszar. Do tej pory podpisało ją ponad 18 tys. osób.

Mer Paryża Anne Hidalgo skomentowała problem, mówiąc: "Nie będziemy tolerować dzielnicy, w której dyskryminuje się kobiety. To nie odpowiada wartościom Paryża ani Francji. Pragnę poinformować mieszkańców, że jesteśmy całkowicie po ich stronie i że nie będziemy się wahać w naszych działaniach, dopóki sytuacja nie wróci do normy".

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje