Reklama

Reklama

Osobisty prawnik Trumpa był ponownie z wizytą na Ukrainie

W trakcie formułowania przez Demokratów w Izbie Reprezentantów artykułów impeachmentu prezydenta USA Donalda Trumpa jego osobisty prawnik Rudy Giuliani po raz kolejny przebywał na Ukrainie, gdzie spotkał się m.in. z niezależnym deputowanym Andrijem Derkaczem.

Wcześniejsze działania byłego burmistrza Nowego Jorku wobec władz Ukrainy znajdują się teraz w centrum śledztwa Izby Reprezentantów dotyczącego afery ukraińskiej i ewentualnego impeachmentu prezydenta. Amerykańscy dyplomaci zeznający w tym dochodzeniu powiedzieli, że Giuliani utworzył w kontaktach z Ukrainą alternatywny kanał dyplomatyczny.

W trakcie ostatniej wizyty w Kijowie Giuliani miał - według wersji oficjalnej - przeprowadzić wywiady dla One America News Network (OAN) prawicowej stacji telewizyjnej. 

Reklama

Prawnik Trumpa wcześniej miał naciskać na władze w Kijowie, by wszczęły dwa śledztwa, które przyniosłyby polityczne korzyści Trumpowi. Jedno z nich w sprawie holdingu paliwowego Burisma, w którym zatrudniony był Hunter Biden, syn Joe Bidena, byłego wiceprezydenta USA i politycznego rywala Trumpa.

Drugie śledztwo miało dowieść teorii propagowanej przez otoczenie Trumpa, zgodnie z którą to nie Rosja, a Ukraina ingerowała w wybory w USA w 2016 roku, a serwer komitetu Demokratów, który został zhakowany przed tymi wyborami, znajdował się właśnie w tym kraju.

Według portalu Daily Beast Giuliani kręcąc na Ukrainie program dla OAN chciał właśnie między innymi wykazać, że Ukraina dopuściła się ingerencji w amerykańskie wybory. Daily Beast pisze dalej, że taka wersja wydarzeń została przedstawiona w rosyjskich materiałach propagandowych, które miały zdezawuować ustalenia wywiadu USA i śledztwa specjalnego prokuratora Roberta Muellera w sprawie Russiagate.

Daily Beast podaje też, że ukraińscy eksperci specjalizujący się w walce z korupcją i hakerami nie znaleźli żadnych dowodów na poparcie tezy o ingerencji Kijowa w wybory prezydenckie w USA w 2016 roku.

Podczas przesłuchania w komisji wywiadu Izby Reprezentantów była doradczyni prezydenta USA ds. Rosji Fiona Hill oznajmiła, że teza, iż to Ukraina ingerowała w wybory w USA jest "realizowaniem interesów Rosji". "To fikcyjna narracja, która jest propagowana przez rosyjskie służby bezpieczeństwa" - ostrzegła Hill.

Kolejna wizyta na Ukrainie

W środę, gdy w komisji sprawiedliwości Izby Reprezentantów przesłuchiwano ekspertów prawnych, Giuliani miał przyjechać do Kijowa z Budapesztu. Wcześniej we wtorek w węgierskiej stolicy spotkał się m.in. z byłym ukraińskim prokuratorem generalnym Jurijem Łucenką.

Giuliani rozmawiał m.in. z Andrijem Derkaczem, niezależnym deputowanym do Rady Najwyższej Ukrainy, który był dawniej członkiem prorosyjskiej Partii Regionów i opublikował materiały dotyczące śledztwa w sprawie Burismy. Giuliani spotkał się też m.in. Andrijem Teliżenką, który pracował w 2016 roku w ambasadzie Ukrainy w USA.

Po spotkaniu z Derkaczem Giuliani napisał w piątek na Twitterze, iż "wspólne śledztwo Ukrainy i USA odkryłoby i odzyskałoby miliardy skradzione przez oszustów z obu krajów na najwyższych szczeblach". "To byłoby najbardziej skuteczną drogą do zbliżenia naszych krajów" - dodał.

Rzeczniczka prezydenta Ukrainy Wołodomyra Zełenskiego ogłosiła, że nie ma on w planach spotkania z Giulianim. Władze w Kijowie przygotowują się do poniedziałkowego szczytu formatu normandzkiego w Paryżu z udziałem przywódców Francji, Niemiec, Rosji i Ukrainy.

"Bezczelny sygnał"

"Washington Post" ocenia, że jednym z celów podróży Giulianiego na Ukrainę jest "wysłanie bardziej bezczelnego sygnału" świadczącego o tym, że zarówno on, jak prezydent Trump lekceważą śledztwo w sprawie impeachmentu. Szefowa Izby Reprezentantów Nancy Pelosi nazwała wizytę arogancką.

Przedstawiciel Białego Domu potwierdził w piątek, że zgodnie z jego wiedzą Giuliani jest wciąż osobistym prawnikiem prezydenta. Zastrzegł, że nie ma informacji o tym, czy Trump wie o podróży byłego burmistrza Nowego Jorku na Ukrainę.

Z zapisu słynnej lipcowej rozmowy Trumpa z Zełenskim, udostępnionego przez Biały Dom wynika, że przywódca USA domagał się od ukraińskiego prezydenta, by współpracował m.in. z Giulianim. W czwartek Giuliani napisał na Twitterze, że nierozwiązanie kwestii śledztwa w sprawie Burismy będzie "główną przeszkodą w pomocy USA dla Ukrainy w ramach jej reform antykorupcyjnych".

Dochodzenie Kongresu, które bada zasadność wszczęcia procedury impeachmentu wobec prezydenta, uruchomiła informacja sygnalisty, który uznał, że prezydent zabiegał w rozmowie z Zełenskim o ingerencję władz Ukrainy, a więc obcego państwa w wybory w USA. Ubieganie się o zagraniczną pomoc, w jakiejkolwiek formie, w kampanii wyborczej jest złamaniem amerykańskiego prawa wyborczego.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje