Reklama

Reklama

Odnaleziono rozbitka. 62-latek dryfował przez kilkadziesiąt godzin

62-letni Stuart Bee wypłynął w rejs w piątkowe (27 listopada) popołudnie z Port Canaveral na Florydzie. Gdy jego niespełna dziesięciometrowa łódź o nazwie Sea Ray nie powróciła w sobotę do portu, zaalarmowano straż przybrzeżną.

Jak się okazało, łódź Bee zepsuła się i zaczęła dryfować. W nocy z piątku na sobotę sytuacja stała się o wiele poważniejsza, ponieważ Sea Ray zaczął nabierać wody i tonąć.

Reklama

Gdy łódź znalazła się prawie całkowicie pod powierzchnią, 62-latkowi udało się wspiąć na wciąż wystający z wody dziób. Tam spędził ostatecznie kilkadziesiąt godzin.

Szczęśliwie dla mężczyzny w niedzielę, rozbitka kurczowo trzymającego się wystającego z wody fragmentu łodzi, zauważyła załoga transportowca Angels. Bee również zauważył statek i by zwrócić na siebie uwagę, zaczął machać koszulą.

Tuż przed południem przemoczony i wyczerpany Bee stanął na pokładzie Angels.

"To niezwykła historia. Jesteśmy bardzo wdzięczni załodze Angels za to, że byli czujni i dostrzegli rozbitka" - tak akcję ratunkową skomentowała amerykańska straż przybrzeżna, która w akcję ratunkową zaangażowała między innymi samolot zwiadowcze.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama