Reklama

Reklama

Obóz zagłady w Sobiborze. Demjaniuk i jego piekło

Ok. 250 tys. Żydów zamordowano w latach 1942-1943 w niemieckim obozie zagłady w Sobiborze (woj. lubelskie), gdzie jako jeden z ukraińskich strażników służył 89-letni obecnie John Demjaniuk. W poniedziałek w Monachium ma się zacząć proces Demjaniuka - wydalonego z USA, a oskarżonego o to, że przyczynił się w Sobiborze do zamordowania ok. 28 tys. Żydów.

Ofiarami Holokaustu - masowego mordu przeprowadzonego przez machinę państwową niemieckiej III Rzeszy, którą wspomagali sojusznicy z różnych krajów - padło niemal 6 mln europejskich Żydów. Najwięcej, ok. 3 mln stanowili obywatele Polski.

Reklama

Sobibór był jednym z sześciu ośrodków zagłady Żydów, utworzonych przez Niemców na okupowanych ziemiach II RP (pozostałe to: Chełmno nad Nerem, Auschwitz-Birkenau, Bełżec, Treblinka i Majdanek). Szacuje się, iż od maja 1942 r. do października 1943 r. w Sobiborze wymordowano ok. 250 tys. Żydów z Polski, Holandii, Francji, Niemiec, Czech, Słowacji i Ukrainy. Ponadto zginęło tam ok. 1000 Polaków.

Budowę obozu zagłady "SS-Sonderkommando Sobibór", położonego wśród odludnych bagien i lasów w pobliżu linii kolejowej Włodawa-Chełm, rozpoczęto w marcu 1942 r. w ramach "Aktion Reinhard", której celem była całkowita eksterminacja ludności żydowskiej. Niemiecka załoga składała się z dwóch oficerów i ok. trzydziestu podoficerów SS, którym pomagało ok. 120 ukraińskich strażników, szkolonych w obozie SS w Trawnikach. Obóz zajmował 73 ha; jego poszczególne części oddzielono potrójnym drutem kolczastym i rowami z wodą. W ogrodzenie właściwego miejsca zagłady wpleciono gałęzie - by nikt nie widział, co się tam dzieje.

Pierwsze transporty Żydów w bydlęcych wagonach trafiły do Sobiboru pod koniec kwietnia 1942 r. Ogromna większość była mordowana natychmiast po przybyciu; nielicznych wybierano do pracy w specjalnych komandach. Niemcy wykorzystywali ich do sortowania mienia ofiar, opróżniania komór gazowych, palenia zwłok. Liczebność komand była stała (ok. 600 osób). Co pewien czas zabijano niektórych, a skład uzupełniano z nowych transportów.

Niemcom zależało, by ich ofiary aż do końca nie zorientowały się, jaki los je czeka. Ewentualny bunt groziłby spowolnieniem biurokratycznie przygotowanej zagłady, utrzymywanej w ścisłej tajemnicy. Przybyciu każdego transportu towarzyszyła muzyka obozowej orkiestry. Po selekcji na rampie, przybyłym - którym mówiono, że przyjechali do pracy - polecano rozbierać się pod pozorem kąpieli. Ubrania miały iść do dezynfekcji w obawie przed zarazą. Tak tłumaczono też ścinanie włosów. Za oddane do "depozytu" kosztowności wydawano nawet specjalne numerki.

Następnie nagich ludzi, podzielonych na 50-100 osobowe grupy, ukraińscy strażnicy prowadzili do oznaczonej Gwiazdą Dawida "łaźni" - jak zakamuflowano komory gazowe. Początkowo były trzy; od jesieni 1942 r. działało ich sześć - można było w nich jednorazowo zabić do 1300 osób. Ofiary, uśmiercane spalinami z silnika czołgu, dusiły się przez 15-20 minut (silnik czasem się psuł; wtedy trwało to dłużej). Członkowie sonderkomanda wyciągali ciała z komór, odnajdywali ukryte kosztowności i wyrywali złote zęby. Zwłoki najpierw zakopywano, potem palono na prowizorycznych paleniskach.

Wobec wieści o bliskim końcu działalności obozu, 14 października 1943 r. w Sobiborze wybuchł zbrojny bunt, zorganizowany przez tajną organizację więźniów pod dowództwem jeńca sowieckiego por. Aleksandra Peczerskiego "Saszy". W trakcie buntu zabito dziesięciu esesmanów (w tym zastępcę komendanta obozu Josefa Niemanna), dwóch folksdojczów i dziewięciu ukraińskich strażników. Podczas walki oraz na polach minowych otaczających obóz zginęło ok. 80 więźniów, ale ponad 300 z ok. 550 więźniów zdołało uciec. Wielu zostało jednak schwytanych przez Niemców i zabitych. Wojnę przeżyło 53 uciekinierów; głównie w okolicznej partyzantce.

Jeden z ocalonych to pochodzący z Izbicy 82-letni dziś Tomasz Toivi Blatt (który będzie oskarżycielem posiłkowym w procesie Demjaniuka). Mówił on niedawno "Polityce", że liczy, iż oskarżony choć "opowie co widział" - by mogła to być kolejna relacja dla historyków.

Blatt tak opisywał rozpoczęcie buntu w książce pt. "Z popiołów Sobiboru": "Sasza podjął decyzję o natychmiastowej akcji. Wskoczył na stół, rozejrzał się po masie więźniów i wygłosił po rosyjsku krótką mowę. (...) Powiedział, że większość Niemców w obozie została zabita i nie ma odwrotu. (...) Powtórzył dwa razy, że ci więźniowie, którzy jakimś cudem przeżyją, powinni całe swoje życie dawać świadectwo tej zbrodni. Zakończył zawołaniem: +Naprzód, towarzysze! Śmierć faszystom!!!+". Peczerski mówił po wojnie: "Sukces naszego przedsięwzięcia był zaskoczeniem nawet dla mnie. Kiedy zastanawiałem się nad tym później, to doszedłem do wniosku, że hitlerowcy po prostu zlekceważyli nas, Żydów, ulegając własnej indoktrynacji o +podludziach+".

Konsekwencją buntu była decyzja Niemców o likwidacji obozu. Komory gazowe wysadzono w powietrze, a baraki i ogrodzenia rozebrano. Teren obsadzono sosnami.

Główny proces niemieckich oprawców z Sobiboru rozpoczął się w 1964 r. przed sądem w Hagen w RFN. Spośród trzynastu oskarżonych o zbrodnie przeciw ludzkości, najwyższy wyrok - dożywocia otrzymał Karl Frenzel, jeden z najbardziej okrutnych zbrodniarzy. W 1996 r. zwolniono go jednak ze względu na złe zdrowie. Inny oskarżony Kurt Bolender popełnił samobójstwo przed ogłoszeniem wyroku. Czterech innych esesmanów dostało wyroki od ośmiu do trzech lat więzienia. Pozostałych uniewinniono.

Franz Stangl, komendant Sobiboru od kwietnia do września 1942 r. (potem komendant Treblinki), po wojnie zbiegł do Ameryki Płd. Odnaleziony przez słynnego "łowcę nazistów" Szymona Wiesenthala, został aresztowany w 1967 r. w Brazylii i wydany Niemcom. Sąd w Duesseldorfie skazał go w 1970 r. na dożywocie; zmarł na zawał w 1971 r. Następca Stangla Franz Reichleitner zginął jeszcze w 1944 r. Gustav Wagner, sadystyczny esesman z Sobiboru, ukrył się po wojnie w Brazylii. Aresztowano go tam w 1978 r., ale Sąd Najwyższy Brazylii oddalił wniosek Niemiec o ekstradycję. W 1980 r. Wagner popełnił samobójstwo.

Od lat 60. w Sobiborze znajduje się Pomnik Pamięci Ofiar i specjalny kopiec. Działa też skromne muzeum. W 2008 r. podpisano list intencyjny w sprawie projektu rewitalizacji tego miejsca. Celem jest ochrona terenów dawnego obozu i "utworzenie godnego miejsca pamięci".

Dowiedz się więcej na temat: Sobibor | John Demjaniuk | obozy zagłady

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy