Reklama

Reklama

​Nowy Jork: Masowe protesty przeciwko brutalności policji

Dziesiątki tysięcy osób przyciągnęły w Nowym Jorku w sobotę (6 czerwca) liczne demonstracje przeciw brutalności policji. Ludzie gromadzili się w różnych miejscach od Archbishop Molloy High School w Queensie po teren przed gmachem stanowego Sądu Najwyższego na Manhattanie.

Tłum w "Marszu skradzionego życia i zrabowanych snów" przemierzył na Manhattanie trasę kilkunastu kilometrów od Harlemu do Washington Square Park. Do idących przez Piątą Aleję manifestantów wtopili się muzycy, tworząc orkiestrę dętą.

Reklama

Uczestnicy pokojowych manifestacji śpiewali, wznosili okrzyki i nieśli ze sobą amerykańskie flagi oraz plansze z napisami: "Żądamy zmian", "Przestańcie finansować NYPD (nowojorską policję)", "Ręce do góry, nie strzelajcie".

"Życie Afroamerykanów się liczy" - skandowali m.in. uczniowie i absolwenci katolickiego liceum Archbishop Molloy High School, nawiązując do ruchu Black Lives Matter. Na schodach sądu kryminalnego w Queensie uczestnicy demonstracji śpiewali "Happy Birthday" z okazji urodzin Breonny Tylor, zabitej przed dwoma miesiącami przez policję. 5 czerwca skończyłaby 27 lat.

8 minut i 46 sekund

W Nowym Jorku była w sobotę upalna pogoda. Od czasu do czasu padał deszcz, który nie odstraszył jednak demonstrantów. Ludzie przyklękali na jedno kolano, wznosząc zaciśnięte pięści. Czcili ofiary brutalności policji minutą ciszy. 

Inni kładli się na bruku przez ok. 8 minut i 46 sekund, co miało symbolizować czas, w którym 46-letni Afroamerykanin George Floyd miał przyciskaną szyję kolanem przez policjanta w Minneapolis pod koniec maja, po czym zmarł. Po zabójstwie Floyda w Stanach Zjednoczonych i wielu krajach na świecie odbywają się protesty przeciwko rasizmowi i brutalności policji.

Tłumy na ulicach i w parkach

Protestujący w sobotę w Nowym Jorku wypełniali place i parki. Wydaje się, że większość uczestników manifestacji stanowiła młodzież różnych ras, wśród nich było dużo białych. Ale było widać ludzi w różnym wieku, niektórzy przyszli na protesty z dziećmi. Pozdrawiali ich z okien mieszkańcy miasta.

Do sobotnich protestów na Brooklynie przyłączył się przywódca demokratycznej mniejszości w Senacie USA Chuck Schumer, który mieszka w tej dzielnicy. "Jestem bardzo dumny z tego, że mogę dziś być z protestującymi pokojowo na Brooklynie" - napisał na Twitterze. "Najwyższy czas podjąć działania w sprawie reformy policji" - podkreślił polityk. I obiecał, że nie przestanie żądać podjęcia działań w tej sprawie w Senacie".

Do największych na Brooklynie zgromadzeń należał protest w pobliżu Cadman Plaza. Według mediów przyciągnął on ok. 15 tysięcy ludzi. Tłumy zebrały się też przy Grand Army Plaza, a kilka tysięcy osób protestowało przed halą sportowo-widowiskową Barclays Center.

"Nasi rodzice i krewni są prześladowani od dekad"

Niektórzy demonstranci zapowiedzieli, że nie przestaną protestować, dopóki nie stanie się zadość sprawiedliwości dla Floyda i innych czarnoskórych. Przekonywali o utrzymującej się dyskryminacji ze strony policji wyłącznie ze względu na kolor skóry. 

"Jesteśmy młodzi, ale nasi rodzice i krewni są prześladowani od dekad. Wielu ludzi udaje, że tego nie widzi, ale teraz jakby się obudzili. To się musi skończyć" - mówiła Polskiej Agencji Prasowej Beatrice.

Do ok. północy z soboty na niedzielę nie było doniesień o jakiejkolwiek konfrontacji z policją ani o masowych aresztowaniach. Komisarz NYPD, Dermot F. Shea, powiadomił w sobotę na Twitterze, że na Brooklynie zatrzymano dwóch mężczyzn biorących udział w proteście, którzy mieli w samochodzie benzynę, noże i maczetę. Zostali oskarżeni o posiadanie broni. 

"Wszystko dzięki współpracy społeczności i policji" - pisał na Twitterze Shea.

Z Nowego Jorku Andrzej Dobrowolski 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama