Reklama

Reklama

Nowa Zelandia: Spadł balon. Zginęli wszyscy pasażerowie

Balon wypełniony podgrzanym powietrzem zapalił się i runął na ziemię w sobotę w Nowej Zelandii zabijając 11 osób; to najtragiczniejsza katastrofa powietrzna w tym kraju od ponad 30 lat. Wg policji balon zaczepił o linię wysokiego napięcia i się zapalił.

Spadł na pole w pobliżu Carterton ok. 80 km na północny wschód od stolicy - Wellington.

Reklama

Katastrofy, do której doszło przed 7.30 w sobotę rano (piątek 19.30 czasu warszawskiego), nie przeżył nikt z 11 osób, które znajdowały się w gondoli balonu.

Świadkowie, na których powołują się lokalne media, mówią, że przed upadkiem balonu widzieli, że jego jedna strona płonie, i że sterujący próbował podnieść balon, który spadał na ziemię z zawrotną prędkością.

Przedstawiciel miejscowej policji Mike Rusbatch powiedział, że w balonie znajdowało się pięć par z regionu Wellington i pilot i że dwie osoby albo wyskoczyły albo wypadły z gondoli na krótko przed zderzeniem z ziemią.

Policja, która ogrodziła miejsce upadku, nie podała nazwisk ofiar, gdyż najpierw musi powiadomić bliskich.

Mieszkaniec tej okolicy Sean Barnes powiedział, że pilot, który, jak podały media, nazywa się Lance Hopping, jest bardzo dobrze znany, że często ludzie z nim latali.

To najtragiczniejszy nowozelandzki wypadek powietrzny od roku 1979, gdy samolot nowozelandzkich linii lotniczych McDonnell Douglas DC-10 rozbił się na Antarktydzie o wulkan Erebus. Zginęło wówczas 257 osób.

Policja powiedziała, że na razie nie ma danych, by orzec, co spowodowało katastrofę, do której doszło rano, w pogodny dzień przy minimalnym wietrze. Region, gdzie doszło do tragedii, jest znany z lotów balonowych.

Dowiedz się więcej na temat: pasażerowie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje