Reklama

Reklama

Nowa minister obrony Gruzji. Ta nominacja zaskoczyła prawie wszystkich

Tina Chidaszeli przejdzie do historii już choćby dlatego, że jako pierwsza kobieta w historii Gruzji objęła urząd ministra obrony. Wraz z posadą dostała zadanie utrzymania prozachodniego kursu gruzińskiej polityki.

Jej nominacja zaskoczyła w Gruzji prawie wszystkich. Kiedy wiosną z rządu Iraklego Garibaszwilego ustąpiło trzech kolejnych ministrów, premier podał do dymisji cały gabinet, zgodnie z konstytucją nakazującą rozwiązanie rządu, jeśli zmieni się w nim jedna trzecia ministrów. Początkowo Garibaszwili zapowiadał, że do nowego rządu weźmie najwyżej 2-3 nowych ministrów. W maju, kiedy podano skład gabinetu, znalazło się nim także nazwisko 42-letniej prawniczki Tiny (jej pełne imię brzmi Tinatin) Chidaszeli, powołanej w dodatku na stanowisko ministra obrony, które zajmował dotąd zaufany współpracownik premiera Mindia Dżanelidze.

Reklama

Gruzini, czuli na punkcie swojej wyjątkowości, byli dumni, gdy Zachód, do którego bram pukają od lat pochwalił ich jako pierwszy kraj Kaukazu, w którym stanowisko ministra obrony powierzono kobiecie; ze wszystkich państw byłego ZSRR kobiety obejmowały resorty obrony jeszcze tylko na Litwie i Łotwie. Z drugiej jednak strony przyznawali, że w zdominowanej przez mężczyzn gruzińskiej polityce znali Tinę Chidaszeli głównie z tego, że jest żoną przewodniczącego parlamentu Dawida Usupaszwilego i że ich dwaj nastoletni synowie nie korzystają z należnej im państwowej ochrony.

Poznali się z mężem jeszcze w czasach studiów prawniczych na tbiliskim uniwersytecie w latach 90., kiedy Gruzja pod ogłoszeniu niepodległości pogrążyła się najpierw w chaosie wojen domowych i secesyjnych, a potem z trudem podnosiła się z wojennych zniszczeń i biedy.

Pierwszą dla obojga młodych polityczną akademią stało się założone przez nich tbiliskie Stowarzyszenie Młodych Prawników Gruzji, które zwalczało korupcję i nepotyzm w gruzińskiej polityce, upominało się o demokratyczne zwyczaje i prawa człowieka. "Młodzi prawnicy" byli też awangardą ulicznej rewolucji róż z jesieni 2003 roku, która obaliła prezydenta Eduarda Szewardnadzego i wyniosła do władzy Micheila Saakaszwilego.

Tina Chidaszeli i Dawid Usupaszwili działali wówczas już w Partii Republikańskiej, niewielkiego, ale bardzo antykomunistycznego i prozachodniego ugrupowania, którego niewspółmierny wpływ na gruzińską scenę polityczną wynika nie z liczby jego zwolenników lecz potencjału intelektualnego przywódców i działaczy. Republikanie należeli do przywódców rewolucji róż, ale po jej zwycięstwie szybko poróżnili się z Saakaszwilim. Zarzucili mu skłonności do autorytaryzmu i przeszli do obozu opozycji, a w 2012 roku przystali do koalicji Gruzińskie marzenie, która pokonała "narodowców" Saakaszwilego w wyborach parlamentarnych i przejęła władzę w Tbilisi.

Usupaszwili został przewodniczącym parlamentu, a Chidaszeli przewodniczącą parlamentarnej komisji ds. integracji europejskiej; wcześniej była radną w tbiliskim ratuszu, a w Partii Republikańskiej odpowiadała za sprawy polityki zagranicznej. Nawet wśród gruzińskich polityków, w ogromnej większości opowiadających się za integracją z Zachodem, Chidaszeli uchodzi za osobę o najbardziej prozachodnich, z zwłaszcza proamerykańskich poglądach.

Jej awans na stanowisko ministra obrony, w zamyśle premiera Garibaszwilego miał wzmocnić jego wiarygodność w oczach zachodnich przywódców. Nadwerężyły ją uznawane za polityczną zemstę procesy wytaczane Saakaszwilemu i jego towarzyszom, a przede wszystkim jesienne wystąpienie z rządzącej koalicji Gruzińskie marzenie prozachodniej partii Wolnych Demokratów.

Secesja Wolnych Demokratów i potrzeba uwiarygodnienia w oczach Zachodu sprawiła, że pozostający w Gruzińskim marzeniu prozachodni republikanie zdobyli w Tbilisi wpływy, jakich nigdy dotąd nie mieli. Choć w 150-osobowym parlamencie mają jedynie 6 posłów, a np. Gruzińskie marzenie ma ich łącznie 87, to ich przedstawiciele zajmują stanowiska przewodniczącego parlamentu i trzech ministrów - obrony, pojednania i równości obywatelskiej (dawny resort reintegracji, powołany dla odzyskania zbuntowanych prowincji Abchazji i Południowej Osetii) i ochrony środowiska, a także przewodniczącego jednej z najważniejszych komisji parlamentarnych - ds. prawnych i reformy konstytucji.

Jeden z przywódców republikanów, Lewan Berdzeniszwili, dawny antykomunistyczny dysydent i więzień polityczny, przyznał w rozmowie z PAP, że większy wpływ jego partii na politykę rządu był warunkiem dalszego udziału w koalicji i ceną za "żyrowanie" prozachodniej polityki zagranicznej premiera Garibaszwilego. Utrzymanie prozachodniego kursu polityki zagranicznej władz w Tbilisi - a to będzie najważniejszą rolą Chidaszeli - staje się w Gruzji zadaniem coraz trudniejszym.

Majowy szczyt Partnerstwa Wschodniego w Rydze, z którego Gruzini wrócili z pustymi rękami, a liczyli przynajmniej na zwolnienie z obowiązku wizowego w podróżach do UE, marcowa deklaracja prezydenta Francji Francois Hollande'a, że NATO nie zamierza póki co przyjmować żadnych nowych członków, a także czerwcowa śmierć 30. już gruzińskiego żołnierza poległego na wojnie w Afganistanie sprawiły, że w Gruzji narasta rozczarowanie Zachodem.

Sondaż przeprowadzony przez Narodowy Instytut Demokratyczny wykazał, że poparcie Gruzinów dla wstąpienia ich kraju do NATO, które w listopadzie 2013 roku wynosiło 81 proc., w kwietniu spadło do 65 proc., a liczba przeciwników podwoiła się z 10 do 20 proc. Jednocześnie z 11 do 31 proc. wzrosła liczba zwolenników wstąpienia Gruzji do tworzonej przez Rosję politycznej i gospodarczej Unii Eurazjatyckiej, do której należą też Białoruś, Kazachstan, Kirgistan i Armenia. Już tylko 40 proc. Gruzinów kategorycznie sprzeciwia się przystąpieniu ich kraju do jakiegokolwiek sojuszu z Rosją.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje