Reklama

Reklama

Norwegia: Przedstawicielki ICAN odebrały Pokojową Nagrodę Nobla

Szefowa Międzynarodowej Kampanii na rzecz Zniesienia Broni Nuklearnej (ICAN) Szwedka Beatrice Fihn oraz Japonka Setsuko Thurlow, która przeżyła zrzucenie bomby atomowej, odebrały w niedzielę w Oslo Pokojową Nagrodę Nobla.

Przedstawicielki ICAN otrzymały złoty medal z wizerunkiem Alfreda Nobla oraz dyplom z rąk przewodniczącej Norweskiego Komitetu Noblowskiego Berit Reiss-Andersen.

Reklama

Wyjątkowe owacje otrzymała poruszająca się o lasce 85-letnia Thurlow. Gdy w 1945 roku Amerykanie zrzucili bombę na Hiroszimę, była ona 13-letnią dziewczynką. Niemal całe życie poświęciła na przekonywanie, jak ogromną tragedię powoduje broń masowego rażenia. W ratuszu w Oslo raz jeszcze, jak wiele razy wcześniej, opowiedziała o swoich przeżyciach.

"Pamiętam wołanie moich kolegów i koleżanek z klasy o pomoc. Nie mogli wydostać się z płonącego budynku szkoły. Ja zostałam wypchnięta przez kogoś, wyczołgałam się na zewnątrz. Większość z nich spaliła się żywcem" - mówiła Thurlow, wywołując u wielu gości łzy.

Wśród gości tradycyjnie byli członkowie norweskiej rodziny królewskiej i premier Norwegii Erna Solberg, ale tym razem zabrakło ambasadorów mocarstw nuklearnych - USA, Rosji, Wielkiej Brytanii, Francji, Chin, Indii, Pakistanu, Izraela i Korei Płn. Niektóre kraje były reprezentowane jedynie przez przedstawicieli niższego szczebla dyplomatycznego.

Z kolei szefowa ICAN w swoim przemówieniu zwróciła się do państw posiadających broń nuklearną o rezygnację z niej. Podziękowała krajom, które podpisały traktat ONZ o zakazie broni. "Historia broni jądrowej skończy się. Do ludzkości należy wybór, czy będzie to także nasz koniec" - mówiła Fihn.

W noblowskim przemówieniu Reiss-Andersen powiedziała, że "broń jądrowa jest tak niebezpieczna, że naszym obowiązkiem jest praca na rzecz jej likwidacji". "Nie wystarczy dążyć jedynie do nieużywania jej. Może nastąpić atak hakerski lub terrorystyczny, wystąpić awaria techniczna lub błąd człowieka o katastroficznym skutku" - przekonywała szefowa Norweskiego Komitetu Noblowskiego.

Przewodnicząca zacytowała także papieża Franciszka, który na początku grudnia powiedział, że zadaje sobie pytanie, czy siła niszczenia broni nuklearnej jest na tyle wielka, że należy poddać pod dyskusję kwestię jej legalności.

"Zadaję sobie pytanie nie z punktu widzenia nauczania, ale jako papież: czy dzisiaj legalne jest utrzymywanie arsenałów nuklearnych takich jakie są? Czy dzisiaj po to, aby uratować środowisko naturalne, ludzkość nie jest konieczne zrobienie kroku wstecz?". "Pomyślmy o Hiroszimie i Nagasaki, to wydarzyło się 70 lat temu. I pomyślmy o tym, co się dzieje, gdy w przypadku energii atomowej nie udaje się utrzymać wszystkiego pod kontrolą" - mówił papież Franciszek.

Pokojowa Nagroda Nobla to oprócz złotego medalu 9 mln koron szwedzkich (ok. 900 tys. euro). Jak zdradzili przedstawiciele ICAN, pieniądze te zasilą specjalny fundusz, z którego finansowane będą działania mające przekonać rządy do przyłączenia się do traktatu ONZ zabraniającego stosowania broni jądrowej.

ICAN jest koalicją 450 organizacji pozarządowych z ponad 100 państw. Organizacja została założona w 2007 roku w Melbourne, a jej główna siedziba znajduje się w Genewie.

Na początku października Norweski Komitet Noblowski ogłosił, że Międzynarodowa Kampania na rzecz Zniesienia Broni Nuklearnej została laureatem tegorocznej Pokojowej Nagrody Nobla "za pracę na rzecz wykazania katastrofalnych konsekwencji humanitarnych" stosowania broni jądrowej.

Traktat o zakazie broni jądrowej, który jest sukcesem kampanii ICAN, został zaaprobowany 7 lipca przez dwie trzecie spośród 193 państw członkowskich ONZ po miesiącach negocjacji. Za przyjęciem dokumentu opowiedziały się 122 kraje, w tym Iran i Arabia Saudyjska; Holandia zagłosowała przeciwko, a Singapur wstrzymał się od głosu. 69 państw nie głosowało, w tym wszystkie państwa posiadające broń jądrową i wszyscy członkowie NATO, poza Holandią.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje