Reklama

Reklama

Noblista uznany za persona non grata w Sarajewie i w Kosowie

Laureat tegorocznej Literackiej Nagrody Nobla Peter Handke został w środę uznany za persona non grata przez władze Sarajewa oraz Kosowa. To efekt kontrowersyjnych opinii, jakie Handke wygłaszał na temat wojny w byłej Jugosławii.

Parlament kantonu sarajewskiego potępił także Akademię Szwedzką za przyznanie Nobla austriackiemu pisarzowi. Agencja AP przypomina, że wtorkowa ceremonia w Sztokholmie, w czasie której Handke odebrał nagrodę, została zbojkotowana przez przedstawicieli Bośni i Hercegowiny oraz sześciu innych krajów.

"Obraza dla ofiar"

Reklama

Argumentując decyzję o uznaniu pisarza za persona non grata, parlament kantonu sarajewskiego oświadczył w środę, że Handke nie zmienił swoich proserbskich poglądów nawet tak wiele lat po wojnie w byłej Jugosławii i prowokacyjnie zapowiada, że odwiedzi Serbów bośniackich w wiosce niedaleko Srebrenicy.

"Przyznanie takiej osobie Nagrody Nobla jest obrazą dla ofiar, a jego wizyta w Bośni i Sarajewie byłaby dodatkowym upokorzeniem dla ofiar serbskiej agresji" - oświadczył parlament Sarajewa.

Stanowisko władz ustawodawczych stolicy BiH poparło Kosowo. Minister spraw zagranicznych tego kraju Behgjet Pacolli oznajmił na Twitterze, że decyzja o uznaniu austriackiego pisarza jako osoby niepożądanej zapadła ze względu na jego poparcie "dla Miloszevicia (byłego przywódcy Serbii) i jego ludobójczej polityki" w Kosowie i Bośni.

Związany poprzez rodzinę matki z Serbami pisarz zdecydowanie opowiada się po ich stronie. Jego proserbskie wypowiedzi uznawane są przez niektórych za bardzo kontrowersyjne, a nawet negujące historyczną prawdę na temat wojny w krajach byłej Jugosławii. Handke uważa m.in., że dokonana przez Serbów bośniackich masakra w Srebrenicy nie była ludobójstwem.

Mord na tysiącach mężczyzn i chłopców

11 lipca 1995 r., po zajęciu Srebrenicy, wówczas muzułmańskiej enklawy chronionej przez holenderskich żołnierzy sił ONZ, oddziały Serbów bośniackich wymordowały w pobliżu miasta blisko ośmiu tys. muzułmańskich mężczyzn i chłopców. Holendrzy wydali nawet pięć tys. Bośniaków, którzy schronili się przed wywózką w ich bazie w Potoczari, w przekonaniu, że wyjazd stamtąd jest dla nich jedynym wyjściem. 

Kilkudniowa masakra została przez oenzetowski trybunał ds. zbrodni wojennych w dawnej Jugosławii uznana za ludobójstwo, a dzień jej rozpoczęcia jest w Bośni i Hercegowinie dniem żałoby narodowej.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne