Reklama

Reklama

Niespokojnie na Białorusi. Media donoszą o brutalnych działaniach milicji

W Mińsku w poniedziałek (10 sierpnia) wieczorem milicja zatrzymuje ludzi w rejonie hotelu Jubilejnaja. Doszło tam do starcia pomiędzy demonstrującymi i milicją - podało niezależne radio Swaboda. Rosyjska agencja TASS szacuje liczbę zatrzymanych na około 30.

Milicjanci wyciągają ludzi z tłumu i biją ich - relacjonuje agencja Reutera, oceniając liczbę zatrzymanych na ponad 30.

Reklama

O starciu pomiędzy demonstrantami i funkcjonariuszami koło hotelu Jubilejnaja poinformowali świadkowie. W miejscu tym zgromadziło się około 100 ludzi.

W centrum Mińska widać wiele oddziałów sił specjalnych milicji - OMON-u i pojazdów milicyjnych.

Użyto gumowych kul i granatów hukowych

Milicja w Mińsku użyła gumowych kul i granatów hukowych - podają w poniedziałek wieczorem niezależne media białoruskie, informując o wydarzeniach w różnych częściach białoruskiej stolicy, gdzie w poniedziałek znów miały się odbyć protesty powyborcze.

Do ostrzału, prawdopodobnie kulami gumowymi, doszło w rejonie ulicy Kalwaryjskiej. Strzelającymi byli ludzie w strojach koloru khaki - podała gazeta "Nasza Niwa", której dziennikarka została ranna w nogę. W rejonie tej samej ulicy milicja użyła granatów hukowych przeciwko protestującym - relacjonuje portal Tut.by.

Na prospekcie Maszerawa milicja drogowa zatrzymuje auta, których kierowcy trąbią klaksonami. Poprzedniego wieczora w ten sposób kierowcy wyrażali poparcie dla demonstrujących. W innych punktach Mińska trąbiące auta nie są jednak zatrzymywane, a kierowcy niekiedy pokazują z okien aut symboliczne białe przedmioty, np. opaski.

Akcją dowodzi Pauliczenka

Według Radia Swaboda rozpędzaniem protestujących w rejonie hotelu Biełaruś dowodzi były szef oddziałów specjalnych MSW Dźmitry Pauliczenka, objęty sankcjami zachodnimi. Pauliczenka jest podejrzewany o związek z zaginięciami opozycyjnych polityków na Białorusi w latach 1999-2000.

W centrum Mińska widoczne są liczne siły oddziałów specjalnych milicji - OMON-u. Oddziały te zablokowały w jednym miejscu główną arterię miasta, prospekt Niepodległości. Ludzie chodzą wzdłuż prospektu w małych grupach. Nie jest jasne, dokąd się kierują.

W internecie pojawiły się zdjęcia z Mołodeczna i Borysowa pokazujące ludzi biorących udział w protestach, którzy podeszli do funkcjonariuszy OMON-u i upadli przed nimi na kolana. Według rosyjskiej agencji TASS zatrzymania uczestników protestu potwierdziło MSW Białorusi, choć nie podało ich liczby. Oceniło ono, że "sytuacja jest pod kontrolą".

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje