Reklama

Reklama

Niespodziewany punkt wizyty Trumpa w Korei Płd. Mgła pokrzyżowała plany

Mgła zmusiła prezydenta USA Donalda Trumpa do przerwania podróży do strefy zdemilitaryzowanej na granicy dwóch państw koreańskich. Wyprawę helikopterem zorganizowano przy okazji wizyty amerykańskiego przywódcy w Korei Południowej, która jest drugim przystankiem podczas jego azjatyckiej podróży.

Niezapowiedziana podróż do strefy zdemilitaryzowanej (DMZ) miała być jednym z głównych punktów wizyty prezydenta Trumpa w Korei Południowej. Prezydencki helikopter Marine One wystartował z Seulu o świcie i przeleciał niemal cała trasę. Na 5 minut przed lądowaniem maszyna zmuszona była jednak zawrócić. 

Towarzyszący prezydentowi w innym helikopterze dziennikarze widzieli mgłę przez okna. Raporty pogodowe z rejonu strefy zdemilitaryzowanej mówiły o widoczności mniejszej niż półtora kilometra. 

Rzeczniczka Białego Domu Sarah Huckabee Sanders powiedziała, że Donald Trump był sfrustrowany faktem, że wyprawę trzeba było przerwać. "On naprawdę chciał tam dotrzeć" - oświadczyła Sanders. 

Reklama

Rzeczniczka Białego Domu wyjaśniła, że Secret Service i wojskowi uznali, że lądowanie w warunkach mgły może być niebezpieczne i prezydent Trump podporządkował się ich ocenie sytuacji. 

Wizyty w strefie zdemilitaryzowanej stały się rytuałem prezydentów USA. Od czasu Ronalda Reagana odbyli je niemal wszyscy amerykańscy przywódcy odwiedzający Koreę Południową.  

Przemówienie Trumpa w parlamencie

By zapewnić pokój na Półwyspie Koreańskim, w obliczu zagrożenia atomowego ze strony reżimu w Pjongjangu, trzeba okazywać siłę - przekonywał w środę rano prezydent USA Donald Trump z mównicy tamtejszego parlamentu.

"Czas wymówek się skończył. Teraz jest czas siły" - oświadczył Trump, dodając: "Jeśli chcecie pokoju, musicie okazywać siłę przez cały czas".

"Reżim zinterpretował wcześniejszą powściągliwość Ameryki jako słabość. To jest błędna ocena" - powiedział prezydent i wyjaśnił, że jego administracja jest "zupełnie inna niż USA miały w przeszłości".

Przed jego wystąpieniem policja rozdzieliła pod budynkiem parlamentu grupy demonstrantów sprzyjających i przeciwnych prezydentowi USA. Agencja AP pisze o płonącej amerykańskiej fladze i sloganach "No Trump, No War". Ostra retoryka przywódcy USA wywołuje obawy części Koreańczyków o możliwość wybuchu kolejnej wojny w regionie.

"Ameryka nie szuka konfliktu ani konfrontacji, ale nigdy nie uciekamy przed nim" - zapewnił Trump w parlamencie. "Nie pozwolimy, by najgorsze okrucieństwa w historii powtórzyły się tutaj, na tej ziemi, o której bezpieczeństwo walczyliśmy tak zaciekle" - dodał.

Podkreślił, że Korea Północna, która w tym roku przeprowadziła swoją szóstą próbę broni nuklearnej i szereg testów rakiet balistycznych, postępuje wbrew międzynarodowym umowom.

Trump gratulował sukcesu gospodarczego Korei Południowej, która - jak zaznaczył - po wojnie koreańskiej (1950-53) zaczynała z tego samego poziomu, co jej komunistyczny sąsiad z Północy, a obecnie jej gospodarka jest 40-krotnie większa."Ten koreański cud rozciąga się dokładnie tak daleko, jak doszły armie wolnych narodów w 1953 roku. Tam wszystko się kończy" - podkreślił Trump. Zwrócił uwagę na biedę, niedożywienie, złe warunki pracy i opresję panującą w Korei Północnej. Zaakcentował m.in. prześladowania chrześcijan i wyznawców innych religii, którym grożą tam aresztowania, tortury, a nawet śmierć.

Po raz kolejny wezwał wszystkie kraje świata, "w tym Chiny i Rosję", by naciskały na Koreę Północną i domagały się zaprzestania przez nią zbrojeń. Przywołał historię mieszanego północnokoreańsko-chińskiego dziecka, które zostało zabite przez służby bezpieczeństwa Pjongjangu jako "nieczyste" etnicznie. "Dlaczego więc Chiny miałyby czuć się zobowiązane do pomocy Korei Północnej" - zapytał.

Ostrzeżenie dla Kim Dzong Una

Sukces gospodarczy Korei Południowej sam w sobie obnaża niepowodzenie "kraju rządzonego jak kult", zgodnie z "ciemną fantazją w sercu reżimu Kimów" - powiedział prezydent USA.

Zwrócił się bezpośrednio północnokoreańskiego dyktatora Kim Dzong Una, ostrzegając go, że budowany przez niego arsenał nie zapewnia mu bezpieczeństwa, a przeciwnie - sprowadza na jego reżim zagrożenie.

"Każdy krok, jaki czynisz, na tej ciemnej drodze, zwiększa niebezpieczeństwo, jakie ci grozi. Korea Północna nie jest rajem, jaki wyobrażał sobie twój dziadek. Jest piekłem, na jakie nie zasługuje żaden człowiek" - powiedział Trump, zaznaczając, że te słowa są skierowane do Kim Dzong Una. Wezwał go do zaprzestania prowokacji, wstrzymania zbrojeń i całkowitego rozbrojenia nuklearnego.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama