Reklama

Reklama

"Niepodległość jedyną opcją". Rozpoczęło się sporne referendum

W Iraku rozpoczęło się w poniedziałek referendum, w którym mieszkańcy terenów kontrolowanych przez Kurdów odpowiadają na pytanie, czy chcą, by stały się one niepodległym państwem. Na konferencji prasowej, która odbyła się w przeddzień referendum, prezydent Regionu Kurdystanu w Iraku Masud Barzani stwierdził, że niepodległość to jedyna opcja dla Kurdów.

Lokale wyborcze otworzono o godz. 8 czasu lokalnego (godz. 7 w Polsce); głosowanie ma potrwać do godziny 18 czasu lokalnego (godz. 17 w Polsce).

Reklama

Wcześniej, tj. między godziną 7 a 8 rano, swoje głosy oddali peszmergowie, czyli członkowie kurdyjskich sił zbrojnych, oraz funkcjonariusze służby bezpieczeństwa. Ponadto już od 23 września trwa głosowanie drogą elektroniczną, które ma umożliwić oddanie głosów licznej diasporze kurdyjskiej.

Na kartach do głosowania umieszczone zostało jedno pytanie, napisane w czterech językach używanych na obszarze głosowania: kurdyjskim, arabskim, asyryjskim i turkmeńskim. Brzmi ono: "Czy chcesz by Region Kurdystanu oraz kurdyjskie tereny poza administracją Regionu, stały się niepodległym państwem?".

Referendum zorganizowano w czterech prowincjach, tworzących Region Kurdystanu w Iraku (Irbil, As-Sulajmanijja, Dahuk, Halabdża) oraz w części czterech innych prowincji, tj. w Sindżarze i Równinie Niniwa w prowincji Niniwa, niemal całej prowincji Kirkuk (poza dystryktem Hawidża), dystrykcie Tuz Churmatu w prowincji Salah ad-Din oraz w dystryktach Chanakin i Kifri, a także w mieście Mandali w prowincji Dijala. Głosowanie poza Regionem Kurdystanu wywołuje szczególny sprzeciw władz centralnych w Bagdadzie.

Oświadczenie prezydenta

Jak w przeddzień referendum powiedział prezydent Masud Barzani, doświadczenia Kurdów w Iraku są jednoznacznie negatywne i sprowadzają się do ciągłych prześladowań, a także ludobójstwa, za które odpowiada Irak. Dodał, że wprawdzie władze w Bagdadzie się zmieniły, lecz mentalność Anfalu, tj. ludobójczej operacji przeprowadzonej w latach 80. przez reżim Saddama Husajna, pozostała.

Barzani oskarżył władze Iraku, że po 2005 roku wielokrotnie łamały iracką konstytucję, pozbawiając Kurdów należnych im praw i poniżając ich. W szczególności, według Barzaniego, dotyczy to nieprzeprowadzenia referendum na terenach spornych, w tym - w Kirkuku, zgodnie z art. 140 konstytucji, które miało zadecydować o ich przyłączeniu do Regionu Kurdystanu, a także obcinania należących się Kurdystanowi wypłat z irackiego budżetu. W ocenie kurdyjskiego przywódcy partnerstwo kurdyjsko-irackie zawiodło i Kurdowie pozostali bez alternatywy dla ogłoszenia niepodległości.

Prezydent Regionu Kurdystanu wyraził też przekonanie, że przeprowadzane w poniedziałek 25 września referendum doprowadzi do niepodległości Kurdystanu. Ma to być jednak poprzedzone długim dialogiem z władzami irackimi, państwami sąsiednimi, w szczególności z Turcją i z Iranem, a także ze społecznością międzynarodową.

Barzani podkreślił, że Kurdystan jest gotowy do rozmów, ale nie zrezygnuje z niepodległości. Według niego przedmiotem dialogu z Bagdadem ma być uregulowanie stosunków międzypaństwowych między Kurdystanem a Irakiem na zasadach przyjacielskich. Jak dodał, chodzi o zmianę perspektywy. Irak będzie musiał zaakceptować fakt, że jest "sąsiadem Kurdystanu".

Według Barzaniego do walk kurdyjsko-irackich nie dojdzie, a koordynacja między siłami kurdyjskimi i irackimi w walce z terrorystami z IS, która jest bardzo dobra, będzie nadal kontynuowana.

Lider Regionu Kurdystanu odrzucił też argumenty przeciwników referendum, jakoby zagrażało ono stabilności regionalnej i międzynarodowej. Dodał, że kurdyjska Peszmerga jest gotowa do dalszej walki z Państwem Islamskim we współpracy z iracką armią. Stwierdził również, że mimo słów krytyki ze strony irackiego premiera Hajdara al-Abadiego nadal uważa go za swojego przyjaciela.

Odnosząc się do relacji z Turcją, Barzani wyraził nadzieję, że ani Turcja, ani żaden inny kraj sąsiadujący z Kurdystanem nie zamknie granic po referendum. "Straciłyby na tym obie strony" - dodał.

Barzani uznał też, że krytyka referendum, jaka płynie ze strony niemal całej wspólnoty międzynarodowej, nie przesądza o możliwości uznania niepodległości Kurdystanu w przyszłości przez państwa tworzące tę wspólnotę.

Uznanie niepodległości może nastąpić dopiero po jej ogłoszeniu i dlatego inne państwa nie wyrażają obecnie gotowości do takiego kroku - argumentował. Odrzucił też jako absurdalne sugestie, że Kurdystan miałby być "drugim Izraelem". Pytanie w tej sprawie padło w związku z eksponowaniem flag Izraela na przedreferendalnych wiecach w regionie, a także w związku z obecnością izraelskich obserwatorów. Irak nie utrzymuje stosunków dyplomatycznych z Izraelem.

Kurdyjskie referendum niepodległościowe, które odbędzie się w poniedziałek, 25 września, jest pierwszym etapem dłuższego procesu. 1 listopada mają się tam odbyć wybory parlamentarne i prezydenckie.

Masud Barzani zapowiedział już, że w nich nie wystartuje. Jak dotąd nie ujawniono żadnych kandydatów na urząd prezydenta, na którym spocznie ciężar prowadzenia dalszego dialogu z Bagdadem oraz krajami trzecimi, w związku z przeprowadzanym referendum.

Witold Repetowicz z Irbilu

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama