Reklama

Reklama

Niemieckie media: Kaczyński "ożywia antyniemieckie resentymenty"

Dziennik "Sueddeutsche Zeitung" pisze w piątek, że chociaż oficjalne relacje między Berlinem a Warszawą nie są najlepsze, to w życiu codziennym miliony Polaków i Niemców łączy bezkonfliktowe sąsiedztwo.

"Z pewnością trudno obecnie mówić o kwitnącej harmonii w oficjalnych relacjach pomiędzy Niemcami a Polską" - pisze autor komentarza Florian Hassel. "Na stosunki między tymi dwoma ważnymi sąsiadami pada cień, od kiedy w Polsce rządzi Jarosław Kaczyński i jego narodowo-populistyczna partia Prawo i Sprawiedliwość (PiS)" - twierdzi publicysta.

Kaczyński "ożywia antyniemieckie resentymenty i mity, mówiąc o ekonomicznej eksploatacji przez Niemcy, o politycznym podporządkowaniu Polski czy też o manipulowanej przez Niemcy UE" - uważa Hassel. "Rządowe media pokazują Niemcy jak niemal już upadłe, ponieważ opanowane przez imigrantów państwo" - krytykuje komentator największej niemieckiej gazety opiniotwórczej.

Reklama

Hassel zaznacza, że niezależnie od tej "przykrej części" niemiecko-polskich relacji, Polacy i Niemcy przeżywają od 27 lat "okres szczęścia". "W przeciwieństwie do minionych stuleci, Polacy nie muszą się obawiać Niemców; oba kraje współpracują w dziedzinie wojskowej" - przypomina komentator dodając, że Bundeswehra jest oklaskiwana podczas manewrów NATO w Polsce, a wielu Polaków chciałoby, by w ich kraju było więcej niemieckich żołnierzy.

"Nie trzeba się kochać, ale codzienne interesy funkcjonują całkiem dobrze" - ocenia Hassel.

"Miliony Polaków i Niemców łączy o wiele bliższe, bezkonfliktowe sąsiedztwo, niż można by było się spodziewać biorąc pod uwagę resentymenty Kaczyńskiego i jego popleczników" - podkreśla komentator. Miliony Niemców i Polaków odwiedzają się, mieszkają i pracują w kraju sąsiednim, zwiedzają zabytki po drugiej stronie granicy i korzystają z atrakcji, które oferują Berlin, Warszawa czy Katowice - wylicza Hassel.

"Nie należy jednak pomniejszać problemu" - przestrzega komentator "SZ". "Jarosław Kaczyński, a także inni członkowie polskiej elity reprezentują wielu Polaków, którzy popierają ideał suwerennego i autorytarnie rządzonego państwa narodowego rodem z XIX wieku, który z nowoczesnego, zachodnioeuropejskiego punktu widzenia jest całkowicie przestarzały" - tłumaczy Hassel.

Jak podkreśla, takie postawy są "historycznie zrozumiałe w społeczeństwie, które na ponad sto lat straciło własne państwo, potem istniało jedynie jako sowiecki satelita, a po upadku komunizmu chciało nadrobić wymarzoną suwerenność".

"Relacje między Niemcami a Polską wymagają opieki"

Hassel zwraca jednak uwagę, że warunki wokół Polski już dawno temu uległy zmianie. "Wejście do UE nie tylko wymusza ekonomiczną modernizację i gwarantuje miliardy euro subwencji. Wspólnota Europejczyków żąda oddania suwerenności i zmusza obligatoryjnie do przejęcia demokratycznych zasad w rodzaju podziału władz i praworządności" - czytamy w "SZ".

Komentator zauważa, że te zobowiązania nie odgrywają w Warszawie dużej roli. "Wielu Polakom nie uświadomiono, że prawo europejskie i międzynarodowe stoi ponad prawem narodowym" - stwierdza Hasel.

"Stałe publiczne pouczanie Polaków przez europejskich czy niemieckich polityków jest pozbawione sensu. Nie należy ignorować braków, lecz europejskie zbliżenie i pojednanie należy rozumieć jako proces, co widać na mogącym być traktowanym jako wzór stosunku Niemców i Francuzów" - ostrzega Hassel.

"Historycznego balastu z ubiegłych stuleci nie da się wyrzucić za burtę za pomocą jednej decyzji UE" - uważa publicysta. "Delikatne relacje między Niemcami a Polską wymagają opieki - najlepiej za pomocą spotkań, które w czasach kryzysu są ważniejsze niż kiedykolwiek przedtem. To sąsiedztwo ma wystarczająco dużo siły, by przetrwać okresy politycznych napięć" - podsumowuje Florian Hassel na łamach "Sueddeutsche Zeitung".

Z Berlina Jacek Lepiarz

Dowiedz się więcej na temat: Polska | Niemcy | Sueddeutsche Zeitung

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy