Reklama

Reklama

Niemiecka prasa: Kanclerz Merkel namaściła Markusa Soedera na swojego następcę?

Niemieckie dzienniki spekulują, czy wizyta Angeli Merkel i spektakularne zdjęcia z premierem Bawarii Markusem Soederem były namaszczeniem jej następcy.


Reklama

Dziennik "Sueddeutsche Zeitung" pisze: "Angela Merkel wprawdzie nic nie powiedziała na temat kandydatury na kanclerza, czegoś takiego nie można było oczekiwać. Ale Soederowi wystarczą już same zdjęcia. Jeszcze nie tak dawno był uważany w Urzędzie Kanclerskim za dopust boży. Atakował Merkel jeszcze ostrzej niż Horst Seehofer. Nowy Soeder, walczący z pandemią, obrońca pszczół i zwolennik parytetu płci chciałby dziś, żeby wszyscy o tym zapomnieli. Nawet jeśli - i to obecnie jest bardziej prawdopodobny wariant - nie zdecyduje się kandydować na kanclerza: obecna zażyłość z najpopularniejszą polityk Niemiec pomoże mu także w Bawarii".

Również dziennik ekonomiczny "Handelsblatt" twierdzi, że "nowo wybrany przewodniczący CDU Laschet, Merz albo Roettgen raczej nie zrezygnuje ze swoim otoczeniem dobrowolnie z kandydatury na rzecz małej bawarskiej siostry (CSU jest siostrzaną partią CDU - red.). Wszystko przemawia za tym, że tandem Laschet/Spahn ułoży się z Soederem tak, by zadowolić wszystkie skrzydła partyjnej rodziny. W końcu chodzi o to, by wykorzystać dobre sondażowe wyniki CDU i CSU".

Z kolei komentator dziennika "Frankfurter Allgemeine Zeitung" jest przekonany, że to, iż Merkel "jako pierwsza kanclerz zaszczyciła swoją obecnością posiedzenie bawarskiego rządu i jako tło wybrano do tego pałac Herrenchiemsee, powinno zostać zinterpretowane jako kolejny krok polityka CSU w kierunku politycznego Olimpu Republiki Federalnej". 

Premier Bawarii "jest pierwszym kandydatem na kanclerza"

Temat ten podejmuje także prasa regionalna. Dziennik "Heilbronner Stimme" jest przekonany, że od wczoraj premier Bawarii "jest pierwszym kandydatem na kanclerza partii chadeckich i Soeder może sobie powtarzać, ile chce, że jego miejsce jest w Bawarii. Jeśli na grudniowym kongresie CDU nie wyłoni obiecującego kandydata z ramienia siostrzanej partii, szefa CSU nie będzie trzeba dwa razy prosić, żeby sięgnął po najważniejszy urząd w państwie.

Podobnie interpretuje to komentator gazety "Pforzheimer Zeitung". "Soeder podjął kanclerz jak królową. Stąd nasuwa się podejrzenie, że sam uważa się za następcę tronu. Kto się tak inscenizuje, ten chce, by go tak odbierano. Ten cel został osiągnięty. Gościnne występy Merkel były osobistym prezentem dla Soedera. Ona go dowartościowała. W grze o władzę będzie to dla niego ważne w nadchodzących miesiącach, gdy klarować się będzie kwestia kandydatury. Z premierem Północnej Nadrenii-Westfalii Arminem Laschetem Merkel jakoś nie umówiła się - jak dotychczas - na przejażdżkę po Renie".

Redakcja Polska "Deutsche Welle"

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje