Reklama

Reklama

Nepal: Ponad 2460 ofiar. Polscy ratownicy czekają na wylot

Poszukiwawczo-ratownicza grupa HUSAR, w skład której wchodzi 81 strażaków PSP wciąż oczekuje na wylot do Katmandu - został przesunięty na godz. 23. Z Warszawy odleciała już grupa 6 ratowników Polskiego Centrum Pomocy Międzynarodowej, która ma pomóc poszkodowanym w Nepalu. Według ostatnich danych z powodu trzęsienia ziemi zginęło co najmniej 2460 osób.

"Zgodnie z informacją przekazaną przez Polskie Linie Lotnicze LOT ostateczny termin wylotu wyznaczono na godz. 23" - poinformował PAP st. bryg. PSP Paweł Frątczak.

Reklama

Strażacy mieli wylecieć do Katmandu przed południem maszyną wyczarterowaną od LOT. Jednak start opóźnia się z powodu występujących w Nepalu wstrząsów wtórnych i niejasnej sytuacji na lotnisku w nepalskiej stolicy. "Samolot jest gotowy do startu, natomiast wstrząsy wtórne spowodowały, że nie wszystkie samoloty są przyjmowane" - powiedział Frątczak. "Zakładając, że strażacy wylecieliby maksymalnie o 23, to wtedy byliby na miejscu około godziny 11 czasu warszawskiego, czyli około 15 czasu miejscowego" - powiedział Frątczak. 

Ratownicy z PCPM odlecieli na pokładzie samolotu rejsowego z przesiadką w Katarze; w Katmandu mają być w poniedziałek około godz. 10 czasu lokalnego (6 rano w Polsce).

Jak powiedział podczas briefingu na lotnisku Wojciech Wilk z PCPM, celem wyjazdu obu grup jest niesienie pomocy medycznej osobom poszkodowanym w trzęsieniu ziemi.

Uratować ludzi spod gruzów

"Wysyłamy lekki zespół, który ma na celu przetarcie szlaków logistycznych, by dotrzeć jak najszybciej do Katmandu, rozpocząć tam działania ratunkowe - mamy nadzieję, że w tym samym rejonie, gdzie będzie operować Państwowa Straż Pożarna. Ale jako że jesteśmy organizacją niosącą pomoc humanitarna, to patrzymy nie tylko na podstawowe potrzeby, które są w tej chwili, ale także na to, jaka pomoc będzie potrzebna w ciągu kolejnych kilku tygodni" - powiedział. 

Wilk zaznaczył, że przy trzęsieniu ziemi na początku trzeba ratować ludzi spod gruzów i dlatego bardzo ucieszył się z wyjazdu polskich strażaków ze sprzętem. "Później osoby poszkodowane - zapewne mówimy o setkach tysięcy, jeżeli nie o milionach - będą potrzebować pomocy humanitarnej - od zabezpieczenia żywności, aż po dach nad głową" - wyjaśnił.

Ratownicy PCPM planują pracować w Nepalu co najmniej do 7 maja. Jeśli będzie taka konieczność, zostaną dłużej. Mobilizują też drugi zespół medyczny, który w razie konieczności dołączy do pierwszego w ciągu kilku dni. "Jedziemy z dużą ilością sprzętu, choć jest to sprzęt lekki" - powiedział Wilk. "Wieziemy około 200 kg sprzętu medycznego i leków oraz innego wyposażenia" - dodał.

Zaznaczył także, że ratownicy PCPM będą współpracować z polskimi strażakami. Razem działali już podczas powodzi w Bośni-Hercegowinie. "Jesteśmy zgrani podczas szkoleń (...) i choć jest to ogromne wyzwanie, bardzo się cieszymy, że będziemy razem z polskimi strażakami pracować w Nepalu" - dodał.

Dowódca grupy poszukiwawczo-ratowniczej PSP bryg. Mariusz Feltynowski podał, że strażacy na miejsce dolecą w ciągu około 12 godzin i chcą jak najszybciej rozpocząć akcję ratowniczą. Na razie nie wiedzą, w jakim rejonie będą działać, bo o tym zadecydują władze Nepalu.

"Będziemy oczywiście - jeżeli będziemy jedną z pierwszych grup - starali się jechać tam, gdzie są największe zniszczenia, gdyż jesteśmy przygotowani na to, żeby działać w dwóch niezależnych miejscach, nawet oddzielonych o kilkadziesiąt kilometrów od siebie i przez cały okres pobytu" - mówił.

Dodał, że wylatując, strażacy wypełniają specjalny dokument, czyli informację o grupie i w nim zgłosili zapotrzebowanie na miejscu na 2-3 ciężarówki i 2 autobusy. "Identycznie pierwsze cztery grupy, które teraz mobilizują się, a więc Stany Zjednoczone, Zjednoczone Emiraty Arabskie i Chiny; mamy kontakt pomiędzy dowódcami grup i każdy zabezpiecza sobie dokładnie to samo" - wyjaśnił.

"W zależności, kto pierwszy wyląduje, jest odpowiedzialny za zabezpieczenie wstępnej logistyki pozostałych grup" - mówił Feltynowski. Wyjaśnił, że pierwsza grupa robi ocenę sytuacji i raportuje ws. przyjęcia sił i środków oraz tworzony jest sztab koordynacji działań międzynarodowych - wszelkich grup, nie tylko grup poszukiwawczo - ratowniczych, ale również medycznych.Tłumaczył, że w ramach sztabu zgodnie ze standardami ONZ powołuje się komórki ds. poszukiwawczo-ratowniczych, medycznych, logistyki, uchodźców, szczepień i innych.

Ze strażakami leci 12 psów ratowniczych. Grupa będzie miała również do dyspozycji 6 ton sprzętu ratowniczego, m.in. geofony, kamery wziernikowe, sprzęt hydrauliczny, pneumatyczny oraz do stabilizacji budynków, sprzęt medyczny, wodę i żywność oraz inne zaplecze logistyczne. Strażacy nie wykluczają, że pozostaną na miejscu nawet kilkanaście dni.

Feltynowski zauważył, że psy w czasie poszukiwań wypełniają bardzo ważne zadanie i pozwalają uniknąć błędnego oznaczenia miejsc, gdzie znajdują się ludzie. Pomyłka może skutkować zaangażowaniem grupy nawet na kilkanaście godzin - wyjaśnił.

Wojciech Wilk z PCPM dodał, że jego grupa zamierza rozpocząć akcję w sąsiedztwie działań ratowników PSP, aby udzielić pomocy medycznej uratowanym przez polskich strażaków i ludziom, którzy przebywają na tym obszarze, ale odnieśli mniejsze obrażenia.

Oficjalna prośba rządu o pomoc

Frątczak powiedział PAP, że grupa ratownicza musi być całkowicie samowystarczalna i przygotowana do pracy przez co najmniej 14 dni. "Rząd w Katmandu wystąpił z oficjalną prośbą o udzielenie pomocy ratowniczej i humanitarnej. Chęć udzielenia pomocy potwierdziło 48 grup, ale de facto grupy certyfikowane, które w tej chwili są przygotowane do wylotu, to są: 57-osobowa grupa amerykańska, grupa polska, grupa ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich, a także grupa chińska oraz cztery inne małe grupy" - tłumaczył.

Według niego Polacy mają szanse być jednym z pierwszych zespołów na miejscu. "Pierwsza grupa certyfikowana, która przylatuje, po kontakcie z władzami lokalnymi zakłada centrum dowodzenia akcją ratowniczą, gdzie każda następna musi się zgłosić, aby otrzymać dany sektor, aby nie było chaosu w działaniach ratowniczych" - mówił Frątczak.

Dodał także, że wśród 81 strażaków jest dwóch lekarzy i dziewięciu ratowników medycznych. Zespół ma duże doświadczenie, brygadier Feltynowski m.in. dowodził polską grupą biorącą udział w akcji ratunkowej po trzęsieniu ziemi na Haiti z 2010 roku.

Bilans ofiar sobotniego trzęsienia ziemi w Nepalu przekroczył już dwa tysiące zabitych, jest ponad 5 tysięcy rannych - poinformowały w niedzielę władze nepalskie i krajów sąsiednich. Liczba ofiar wciąż rośnie.

Wstrząs o sile 7,9 w skali Richtera nastąpił w sobotę przed południem czasu lokalnego, jego epicentrum znajdowało się 80 km na wschód od miasta Pokhara w środkowej części kraju. Nastąpiło także kilkanaście słabszych wstrząsów wtórnych. Było to najsilniejsze trzęsienie ziemi w Nepalu od 81 lat.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy