Reklama

Reklama

Największy koszmar premiera Turcji?

Premier Turcji Recep Tayyip Erdogan ogłosił, że odsunięcie od władzy prezydenta Egiptu Mohammeda Mursiego to zamach stanu. Bardzo możliwe, że obawia się podobengo scenariusza w Turcji.

W Egipcie doszło do obalenia urzedującego i wybranego w demokratyczny sposób prezydenta przez wojsko. Do obalenia Mursiego doszło w czasie, gdy przez kraj przetaczały się antyprezydenckie demonstracje. Protestujący oskarżali wywodzącego się z islamistycznego Bractwa Muzułmańskeigo prezydenta o tendencje autorytarne i dopuszczanie zbyt wielkiego wpływu religii na instytucje państwowe. Armia w Egipcie tradycyjnie uznawana jest za stażnika świeckości państwa, dlatego mało kto był zaskoczony, gdy poparła protestujących.

Reklama

Dla Erdogana, polityka, który nie ukrywa, że kieruje się "islamskimi wartościami" i wywodzącego się ze środowisk religijnych, problem może polegać na tym, że identyczne zarzuty wysuwane są przeciw niemu przez protestujących w Turcji. W Turcji również armia broni ustalonych jeszcze przez Kemala Ataturka republikańskich zasad rozdziału religii od państwa. I choć za rządów Erdogana w tureckiej armii dokonano zmian, które mają ją "unieszkodliwić" na arenie wewnętrznej, to Erdogan może nadal obawiać się, że niektóre wojskowe środowiska będą chciały wesprzeć protestujących i obalić władzę siłą.

Erdogan, w każdym razie, wyraził zdziwienie, że Zachód nie ocenił wydarzeń w Egipcie jako zamach. Uznał, że kraje zachodu "nie zdały egzaminu szczerości". 

Ziemowit Szczerek

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy