Reklama

Reklama

Muzułmanie wyjdą dziś na ulice Barcelony

Wyznawcy islamu z Katalonii wyjdą dziś wieczorem na ulice Barcelony, by manifestować swój sprzeciw wobec ataków terrorystycznych, dokonywanych w imię religii. W czwartek po południu furgonetka wjechała w tłum na deptaku w centrum Barcelony i zabiła 13 osób. Podejrzewa się, że grupa, która stała za tym atakiem została zradykalizowana przez jednego z imamów.

W kilkanaście godzin po podwójnym ataku w Barcelonie i Cambrils muzułmanie z miasta Ripoll zorganizowali spontaniczną demonstrację. To właśnie z tego miasta miała pochodzić większość terrorystów z grupy, która dokonała ataków. Wyznawcy islamu tłumaczyli, że sprzeciwiają się przemocy, a napastnicy, którzy stali za zamachem nie mają nic wspólnego z islamem.

Muzułmanie chcą wieczorem wyjść na ulice Barcelony, by pokazać, że tak jak pozostali mieszkańcy Katalonii sprzeciwiają się terroryzmowi. "Czuję się z tym bardzo źle, a mój ból jest zapewne dwa razy silniejszy niż w przypadku innych mieszkańców. Chcę przeprosić i powiedzieć, że islam tak nie wygląda" - mówi mieszkanka Ripoll Hanna.

Jak relacjonuje z Barcelony specjalny wysłannik Polskiego Radia Wojciech Cegielski, w całej Katalonii mieszka niemal pół miliona muzułmanów. Mieszkańcy są przyzwyczajeni do obecności wyznawców islamu i nawet po ostatnich zamachach powtarzają, że nie można winić muzułmanów za to, co zrobili ekstremiści. Równocześnie jednak w ostatnich dniach doszło do niewielkiej demonstracji przeciwko obecności uchodźców. W Mont Blanc, Tarragonie i Granadzie meczety zostały obrzucone kamieniami i oblane czerwoną farbą.

Do zamachu przyznało się tzw. Państwo Islamskie. Policja podejrzewa, że operacją mógł dowodzić radykalny imam z miasta Ripoll, po którym ślad zaginął. Duchowny miał zradykalizować młodych Hiszpanów pochodzenia marokańskiego w zaledwie dwa miesiące.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje