Reklama

Reklama

MSZ Rosji: Traktujemy to jako zagrożenie

Rosja traktuje rozmieszczenie sił i sprzętu wojskowego NATO w krajach bałtyckich, Polsce i Niemczech jako zagrożenie i nie została poinformowana, jak i kiedy zakończy się ten proces zbrojenia - powiedział wiceszef MSZ Rosji, cytowany przez media.

Moskwa bacznie obserwuje rozwój sytuacji i dopilnuje, by jej własne bezpieczeństwo było zapewnione - powiedział Aleksiej Mieszkow, którego wypowiedź przekazała agencja RIA-Nowosti.

"To rozmieszczenie (sił i sprzętu NATO - PAP) oczywiście jest dla nas zagrożeniem. A kto powiedział, że na tym się skończy? Nie mamy takich informacji. Po raz pierwszy od końca drugiej wojny światowej widzimy niemieckich żołnierzy u swoich granic" - powiedział wiceszef rosyjskiej dyplomacji.

Wcześniej w czwartek dyrektor departamentu w MSZ Rosji Aleksandr Bocan-Charczenko powiedział w wywiadzie dla agencji Interfax, że Rumunia stała się zagrożeniem dla Rosji po tym, jak na rumuńskim terytorium rozmieszczono elementy amerykańskiego systemu obrony przeciwrakietowej.

Dyplomata oświadczył, że władze Rumunii "przekształciły kraj w forpocztę" i ich stanowisko jest "jawnym zagrożeniem" dla Rosji. "Strona rumuńska została o tym poinformowana, także publicznie" - dodał Bocan-Charczenko.

Wskazując na decyzję o rozmieszczeniu w Rumunii elementów tarczy antyrakietowej przedstawiciel MSZ ocenił, że utrudnia to Moskwie współpracę z Bukaresztem. "Wszystkie te decyzje, plany, stanowią zagrożenie dla Rosji i naturalnie są one skierowane przede wszystkim przeciwko niej" - powiedział. Zastrzegł, że należy jednak "utrzymywać i wykorzystywać te możliwości (współpracy), jakie istnieją".

Reklama

Bocan-Charczenko zarzucił także władzom Rumunii prowadzenie kursu "jawnie antyrosyjskiego, nawet rusofobicznego" i "realizowanie z natchnieniem sankcji" wobec Moskwy. Sytuację w stosunkach rosyjsko-rumuńskich ocenił jako niesprzyjającą, ale zapowiedział, że strona rosyjska będzie dążyć mimo to do konstruktywnej współpracy.

Amerykańska tarcza antyrakietowa w Deveselu stała się oficjalnie operacyjna w maju 2016 roku. W tym samym miesiącu w polskim Redzikowie odbyła się uroczysta inauguracja budowy instalacji obrony przeciwrakietowej, która ma być gotowa do działania w 2018 roku.

Przedstawiciele USA, NATO, Polski i Rumunii wielokrotnie deklarowali, że europejska część amerykańskiej tarczy antyrakietowej nie jest wymierzona w Rosję, a jej celem jest ochrona przed potencjalnym zagrożeniem pociskami rakietowymi z Bliskiego Wschodu, w tym z Iranu.

Rosja natomiast uważa, że wyrzutnie w Rumunii i w Polsce to naruszenie układu INF (o likwidacji pocisków rakietowych średniego zasięgu), ponieważ mogą one służyć również do wystrzeliwania pocisków manewrujących średniego zasięgu.

Decyzja o wzmocnieniu wschodniej flanki NATO zapadła w ubiegłym roku na szczycie Sojuszu w Warszawie. Postanowiono wówczas, że na terenie Polski i trzech państw bałtyckich rozmieszczone zostaną cztery grupy batalionowe; każda grupa będzie miała tzw. państwo ramowe, czyli odpowiedzialne za wystawienie większości sił i dowodzenie całością: w Polsce - USA, na Litwie - Niemcy, na Łotwie - Kanada, w Estonii - Wielka Brytania.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje