Reklama

Reklama

MSZ: Łukaszenka nie może zostać uznany za legalnie sprawującego władzę

"Prezydent wybrany w niedemokratycznych wyborach nie może zostać uznany za legalnie sprawującego władzę, niezależnie od tego, czy zaprzysiężenie będzie potajemne, czy oficjalne" - oświadczyło w środę (23 września) polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Głos po złożeniu przysięgi przez Łukaszenkę zabrał także premier Mateusz Morawiecki.

W środę na Białorusi doszło do niezapowiedzianej inauguracji prezydentury Alaksandra Łukaszenki. Ceremonia odbyła się w tajemnicy. O złożeniu przysięgi media państwowe poinformowały po fakcie.

Reklama

"MSZ odnotowuje dzisiejsze wydarzenia na Białorusi. Prezydent wybrany w niedemokratycznych wyborach nie może zostać uznany za legalnie sprawującego władzę, niezależnie od tego, czy zaprzysiężenie będzie potajemne, czy oficjalne" - napisał polski resort dyplomacji w stanowisku opublikowanym na Twitterze. 

Na ruch Łukaszenki zareagowały też między innymi Niemcy, Szwecja, Czechy czy Litwa.

Morawiecki: Nasze stanowisko jest jasne

"Na Białorusi odbyło się dzisiaj potajemne zaprzysiężenie Alaksandra Łukaszenki. To wydarzenie jedynie potwierdza, że Łukaszenka ma świadomość tego, co zrobił, fałszując wyniki wyborów. Ma świadomość, że nie ma poparcia własnego narodu, a agresja, której się dopuszcza wobec obywateli Białorusi, jest niedopuszczalna" - napisał premier Mateusz Morawiecki na Facebooku.

"Nasze stanowisko jest jasne: Białoruś musi być suwerenna, a niezbędnym warunkiem tego są uczciwe wybory, w których to Białorusini, a nie aparat represji, zdecydują o wyborze władz. Wybory, które nie są demokratyczne, nie mogą prowadzić do uznania kogokolwiek za prezydenta kraju" - oświadczył.

Jak dodał, "będziemy konsekwentnie popierać wszelkie działania na rzecz pomocy represjonowanym i powtórzenia wyborów na Białorusi w demokratycznej formule".

Chcą powtórzenia wyborów

Polska - podobnie jak wszystkie kraje UE - nie uznaje wyborów na Białorusi za wolne i demokratyczne. Szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen oraz przedstawiciele państw członkowskich wielokrotnie nawoływali do powtórzenia wyborów prezydenckich, a w związku z fałszerstwami wyborczymi i brutalnym tłumieniem protestów obywatelskich "27" podjęła decyzję o nałożeniu sankcji na osoby odpowiedzialne za nadużycia.

Przedstawiciele różnych państw członkowskich UE podkreślali w środę, że Łukaszenka stracił legitymację do rządzenia. 

Protesty nie ustają

Od 9 sierpnia na Białorusi trwają protesty przeciwko sfałszowaniu wyborów, które według oficjalnych wyników wygrał Alaksandr Łukaszenka z wynikiem 80,1 proc. Liderka opozycji Swiatłana Cichanouska miała, według Centralnej Komisji Wyborczej, zdobyć zaledwie 10,1 proc. głosów. 

Obywatele sprzeciwiający się reżimowi Łukaszenki są represjonowani.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne