Reklama

Reklama

Moisi dla RMF FM: Nie można wykluczyć rosyjskich prowokacji wobec Polski

Można się obawiać, że w rozpoczynającym się roku Władimir Putin będzie się stawał coraz bardziej nieobliczalny. Sugeruje to sławny paryski politolog Dominique Moisi, specjalny doradca renomowanego Francuskiego Instytutu Relacji Międzynarodowych. Podkreśla on, że Polska powinna reagować na możliwe rosyjskie prowokacje, zachowując zimną krew. Z politologiem rozmawiał paryski korespondent RMF FM Marek Gładysz.

Dominique Moisi sugeruje, że Władimir Putin będzie się starał odwrócić uwagę Rosjan od coraz gorszej sytuacji gospodarczej ich ojczyzny, rozniecając nacjonalizm i zaostrzając nastroje zimnowojenne, żeby utrzymać swoją popularność.

Reklama

- Można w tej chwili mieć wrażenie, że im gorsza staje się sytuacja gospodarcza Rosji, tym ton Putina staje się ostrzejszy. Istnieje ryzyko jego ucieczki do przodu. Problemy ekonomiczne stają się dla niego drugorzędne. Im jest słabszy, tym bardziej uderza w nuty nacjonalistyczne w polityce zagranicznej. Nie można wykluczyć więc mnożenia się rosyjskich prowokacji wobec Polski - ostrzega znany francuski politolog.

Według Dominique’a Moisiego nie można całkowicie wykluczyć, że imperialne zakusy Władimira Putina zaczną zagrażać Polsce. Paryski korespondent RMF FM Marek Gładysz, zapytał francuskiego politologa, czy w pewnym momencie Polska może stanąć nawet wobec zagrożenia zbrojnego ze strony Moskwy.

- Zagrożenie zbrojne byłoby naprawdę katastrofalnym scenariuszem. Miejmy nadzieję, że nie stanie się on prawdopodobny. Nie można go całkowicie wykluczyć, ale nie zapominajmy, że zimna wojna jest głownie wojną nerwów. Polska musi dawać do zrozumienia Moskwie, że są granice rosyjskiego rewizjonizmu, które są nieprzekraczalne. Jednocześnie jednak powinna zachować zimną krew i dbać o poparcie sojuszników, by uniknąć groźby izolacji w Unii Europejskiej - podkreśla Dominique Moisi. 

Przed szczytem przywódców Francji, Niemiec, Rosji i Ukrainy, który ma się odbyć 15 stycznia w stolicy Kazachstanu - Astanie, prezydent Hollande sugeruje, że są sygnały, iż szanse na rozwiązanie konfliktu ukraińskiego są coraz większe. Moisi jest dużo bardziej sceptyczny.

- To co mówi prezydent Francois Hollande to raczej czcze życzenie. Nie należy mylić nadziei z rzeczywistością. Nie sądzę, by w obecnym kontekście Francja mogła dostarczyć Rosji pierwszy z zamówionych przez Moskwę okrętów wojennych typu Mistral. Istnieje ryzyko, że stracimy z tego powodu poważną sumę. To nie jest przyjemna perspektywa w okresie kryzysu ekonomicznego. Lepiej jednak zapłacić tę cenę, niż być postrzeganym przez sojuszników jako kraj działający w sposób nieodpowiedzialny - podkreśla politolog.

Moisi sugeruje, że w sprawie utrzymania lub złagodzenia sankcji wobec Rosji najważniejsze w Unii Europejskiej jest stanowisko Niemiec.

Kiedy wybuchł konflikt ukraiński w Warszawie, Waszyngtonie, Paryżu i Moskwie nie spodziewano się, że stanowisko Angeli Merkel wobec Rosji stanie się tak zdecydowane. Kiedy władze w Paryżu widziały to ostre stanowisko Niemiec, które są krajem nieporównywalnie bardziej powiązanym gospodarczo z Rosją niż Francja, trudno im było zająć stanowisko bardziej umiarkowane - podkreśla Moisi.

Można więc przypuszczać, że Berlin będzie ciągle odgrywał kluczową rolę w kwestii decyzji o utrzymania lub złagodzenia unijnych sankcji wobec Moskwy.

(j.)

Marek Gładysz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje